wtorek, 22 stycznia 2013

Jestem burakiem




Przygotowuję psyche i ciało do wiosny! Narazie bez spektakularnych efektów, ale codzienna aktywność fizyczna daje błogie uczucie spełnienia, zaraz po i grubo po. Nie mam czasu na siłownię. Nie mam nawet maty. Biorę po prostu ręcznik. Nie mam ciężarków, te mężowe są zbyt ciężkie i wiem, że mogłabym się szybko zniechęcić. Mam za to kupę przypraw i taki słoiczek idealnie mieści się w garści. W jednej peperoncino, w drugiej kminek. Docieram do około 20 minuty. Wtedy przeważnie albo budzi się Młodsza, albo kończy się ulubiona bajka, albo Starsza chce właśnie frytki lub zrobiła kupę. Ale co mi tam. Dwadzieścia minut dziennie wystarczy, żeby przegonić z siebie sflaczałą i strustrowaną babę...

19 komentarzy:

  1. uwielbiam buraki!
    ja dziś świeży szpinak dorwałam - tyle radości w środku zimy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja musiałam się dokoloryzować:) uwielbiam buraczany:)

      Usuń
  2. I co z książeczką?
    Jak mam wysłać?
    :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nie mogę znaleźć maila do Ciebe, napisz mi go na priv.

      Usuń
    2. anna_am11@yahoo.com

      Tu piszę, bo maila nie znalazłam...

      Usuń
  3. Kocham buraki:) Ja musze brzuszki cwiczyc, reszta jakos w miare. Milla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mniej jest kilkuletni zastój..... ale to przyjemne uczucie 'po' uzależnia, więc są widoki na powrót do formy

      Usuń
  4. A "z kim" cwiczysz?
    z Chodakowska moze?

    OdpowiedzUsuń
  5. Też ćwiczę. W domu właśnie ciężarki męża, a poza domem bieganie. Szczególnie bieganie idzie mi ostatnio ciężko, ale to zmęczenie po wysiłku jest cudowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i nagle zaczynasz sobie uświadamiać, że to tylko trochę ponad kwadrans wydarty z całego dnia... a tyle daje...

      Usuń
    2. Dobrze powiedziane wydarte;) Z dwójką dzieci to nie jest łatwa sprawa, ale przy odrobinie uporu da się. I faktycznie, daje dużo. Watro się przemagać;)

      Usuń
  6. "Wyguglowalam" ta Jilian, nie podoba mi sie :-P hehehe :-)
    Chialabym z Chodakowska sie zmierzyc, ale boje sie porazki i jej cwiczen :-P bi jestem niestety sflaczalym ruchowym starcem :-O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tarsis, większość 'nie dam rady' to my mamy w naszej głowie. Nie czekaj na odpowiedni moment, na strój, na ciężarki, tylko zacznij od dziś. 15 minut dziennie. Mnie wzięło na dobre...

      Usuń
    2. Nieeeeeee, ja mam nie tylko w glowie, bo juz probowalam :-)
      Zaczelam od steppera, ale tez jeszcze nie tak czesto jakbym chciala, czasem po prostu po calym dniu kompletnie brak mi sil :-( No i dla mnie 15 min to zdecydowanie za malo ...
      Gdybym miala wiecej czasu to znowu zapisalabym sie do babskiego fitness studia, drogiego w cholere, ale z sauna, i laznia finska itp, bylo naprawde cudne. Byl taki czas, ze chodzilam nawet 3 razy w tygodniu, ale to byly zupelnie inne czasy :-)
      Fajnie, ze Tobie udalo sie zaczac ! :-)

      Usuń
    3. Nieeeeeeeeeeeeee, za dużo ceregieli, u mnie fitness musi być jak poranna kawa, gdzieś po drodze, upchnięte, ale regularne...

      Usuń
    4. No tak na pewno jest fajnie, tez bym nie pogardzila takim "upchnieciem", ale wychodze z domu o 7 i wracam o 18 - 19 i w tym tkwi caly moj cholerny problem :-((((

      Usuń
    5. Nooo... powinnam jeszcze wziasc dupe w troki i chodzic po pracy na fitness, kiedys probowalam, to koniec koncow bylam w domu o 21, i dalam sobie spokoj :-(
      Mysle, ze teraz jeszcze jakos powalcze z tym stepperem, czy innymi cwiczeniami w domu, a jak tylko zrobi sie chcoiaz troche wiosenniej to kupie pozadny rower. W zeszlym roku jezdzilam na rozpadajacym sie rowerze ok 10 km codziennie po pracy, i w sumie zlapalam bakcyla :-)

      Usuń