środa, 16 stycznia 2013

Italian tower

Siedzę sobie w mojej włoskiej twierdzy. Strugi deszczu to takie moje metalowe pręty w oknach, które już wiem, że zablokują mnie na cały dzisiejszy dzień w domu. Dwanaście pełnych, okrąglutkich godzin z Młodszą. Starsza idzie po szkole do Cri. Dwanaście godzin z regularnym 'mama' co jakieś pięć, dziesięć minut. Ale nie jest źle. Rok temu o tej porze byliśmy przysypani po pas śniegiem. U Starszej podejrzewano ospę, więc pamiętam jak dziś kilkutygodniową inkubację w domu. Na szczęście telewizja włoska serwuje całodobowy kabaret przedwyborczy....

4 komentarze:

  1. Wloska polityka wprawia mnie w zdumienie. Umiejetnoscia dostarczania "rozrywki" przewyzszaja nawet naszych orlow.
    U nas tez chyba bedzie bez spaceru. W ogole nie lubie spacerowac, a pogoda szara i zgnila. Dobry dzien na siedzenie w domu, ale niestety, to mi sie nie uda. Milla

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się na niej nie znam, ale mąż politolog czasem rozjaśnia pewne wątpliwości i jak na mój gust bez rewolty się obejdzie...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mieszkam w krainie deszxzowcow i zaden deszcz mi nie straszny ;) Nie ma zlej pogody sa tylko zle ciuchy :) Kalosze na nogi, peleryna badz kutrka przeciwdeszczowa i ewentualnie parasol i marsz na dwor! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)zapomniałam dodać, że Młodsza nie jest zdrowotnie w formie, ale przeżyłyśmy.... nawet obyło się bez krzyku:)

      Usuń