wtorek, 8 stycznia 2013

Imprezy analogowo

Słucham sobie porannej Agi Zaryan w wersji płytowej. Podczytuję sobie artykuł o kanapkach na stronie KukBuka. Papierowa wersja gazety już prawie cała pożarta. I taka mnie nachodzi refleksja, trochę w kontekście karnawałowej aury, trochę w kontekście w zasadzie udanego sylwestra.... A refleksja jest taka.... gdyby nie nasze bożonarodzeniowe panettone, gdyby nie golonko z soczewicą, częściowo przywiezione z Włoch, częściowo przygotowane trzydziestego pierwszego rano, gdyby nie pożywne grano dei morti przywiezione z Puglii, o Montepulciano d'Abruzzo nie wspomnę, to w noc sylwestrową jedlibyśmy tylko orzeszki ziemne z kanapkami, zapijając wszystko szlachetnym winem CinCin... do tego gospodarze zapomnieli, że w miejscu imprezy internetu niet i na nic się zdały aple i inne ajfony i ajpady... Kocham internet, to moje okno na świat, ale na miły bóg, czasem trzeba trochę analogowego namaszczenia, przygotowania, listy to-do, to-buy, to-have....

Za to rano, pierwszego, nasłuchałam się opowieści o tym, jakie kto jada kanapki w korporacyjnych kantynach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz