sobota, 19 stycznia 2013

Gdy baba z babą

Bez zbędnych wyrzutów sumienia porzuciłam wczoraj popołudniu zakatarzonego męża z Młodszą w domu. Porwałam Starszą po szkole i pognałam do miasta. Że niby idziemy do koleżanki i takie tam. Tak naprawdę to chciałam spotkać się z Ale. Posiedzieć u niej w ciepłej kuchni. Pooglądać jej nowe szale. Wypić jej herbatę. Po prostu popatrzeć na nią jak ugniata pizzę do wieczornej kolacji 'we troje'. Popatrzeć na świat z piątego piętra nie mojego bloku....

2 komentarze:

  1. fajnie, ze masz tam taka Ale.... mi tu brakuje takiej "baby". Mam co prawda swoja "M", ale ona pracuje daleko i dojazdy dom- praca-dom zajmuja duzo czasu.... wiec rzadko sie widzimy...

    OdpowiedzUsuń
  2. mam, i pielęgnuję, bo dokładnie pamiętam jak mi było bez takiej Ale....

    OdpowiedzUsuń