środa, 12 grudnia 2012

Zupa, ktorej nie było...

Halo. Cześć. Skończył się papier toaletowy. Ok. Ok. To cześć. Cześć. Wczoraj nie poszło o to, że zupa była za słona, tylko o to, że jej wcale nie było. Nic nie było. Bo sobie zastrajkowałam. A zastrajkowałam sobie, bo według mnie to nie jest normalne, że jak facet zostaje sam z dziećmi, to zawsze w pozycji horyzontalnej z napisem na czole 'róbta co chceta, matka przyjdzie to to wyzamiata, wytrzepie, wypierze, zaniesie, zgasi i naprawi'. Więc się nasłuchałam. Później wycedziłam kilka sarkastycznych włoskich zwrotów, a następnie wymościłam sobie wygodne 20cm na półtora metra obok trzylatki...

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bywa i tak... i czasem TRZEBA! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze, ze zastrajkowalas ! :-)
    Jestem z Ciebie dumna ;-)

    Ps.
    Bardzo ladny nowy naglowek !

    OdpowiedzUsuń
  4. To, co opisujesz jest mi bardzo znajome... Czy ci faceci po prostu tacy sa czy my ich do tego przyzwyczajamy...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My ich przyzwyczajamy, przekonujemy, ze wszystko umiemy lepiej i nie tolerujemy tzw. "minimo sindacale" (minumum zwiazkowe) w ich wykonaniu. Tak nam przykro, ze nie wkladaja tyle samo milosci i poswiecenia w wychowywanie, gotowanie, sprzatanie itd. :-) Strajkujemy, kumulujemy tyle zlosci i niezadowolenia, a po 2 dniach wszystko wraca do normy. Rozwiazan brak, tzn. albo pozwolimy na spokojnie i nie w ramach zemsty na to, ze nie zawsze zupa bedzie, ze skarpetki same nie beda wskakiwac do szuflady a na poranna desperacje typu "nie mam ani jednej koszuli" ze stoickim spokojem odpowiemy "wyprasuj sobie albo zatrudnimy kogos, zeby regularnie prasowal" albo te "strajki" niczemu nie beda sluzyc.
      Agula

      Usuń