piątek, 7 grudnia 2012

Ostatnio...

Ostatnio często o nim, o nas myślę. Gdy byliśmy mali często bawiliśmy się w budowanie miast z klocków. Pamiętam, że czasem takie miasta leżały na podłodze po kilka dni, aż dochodziliśmy do perfekcji i wystarczyło pochylić głowę nad podłogą, żeby na dobrych kilkadziesiąt minut przenieść się do scenerii niczym z Dickensa, krętych uliczek, schodków, półpięter, poddaszy i spadzistych dachów. Ten okres wspominam najmilej. Potem były trudne lata dorastania. Teraz powoli do siebie wracamy, choć za każdym razem ważymy słowa, żeby przypadkiem nie cofnąć się do okresu przemilczania. Jestem z niego niesamowicie dumna. Widzę, jak próbuje nas do wielu rzeczy przygotować. W styczniu skończy magiczne 30 lat. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie miał dzieci. Wiem, że bardzo by chciał. Widzę, jak bardzo kocha moje dziewczyny. Patrzę na październikowe zdjęcia i łza spływa mi po policzku. Jest taki przystojny... Niebawem może kupi mieszkanie. Ma pracę. Ma męża. Jest bardzo szczęśliwy. A ja razem z nim!

3 komentarze:

  1. Cudownie miec takie przyjazne dusze kolo siebie, i trzeba o nie bardzo dbac, bo to prawdziwe skarby :-)

    OdpowiedzUsuń