niedziela, 9 grudnia 2012

Observer

Lubię samotne zakupy. I choć nadal każdy płacz dziecka wybija mnie z mojej mantry, a każdy sygnał to sygnał mojej komórki, to jednak jest to dla mnie pewna forma relaksu. Spokojnie odtwarzam w głowie kolejne potrawy. Prawie zawsze mam listę, ale gdy jestem sama lubię powolnie snuć się wzdłuż regałów. Przyglądam się ludziom. Zerkam im do koszyków. Dziś na przykład przepuściłam w kolejce matkę i córkę. Bez większego powodu. Miałam czas. Eleganckie, bardzo włoskie, szczupłe i w miarę niskie. Rozmawiały o ubraniach, o jakości materiału, o fasonach. Potem córka kazała matce przejść do przodu i za wszystko zapłaciła sama. Ten etap też mnie czeka... A olej czeka...

2 komentarze:

  1. w takich chwilach marzę o nici porozumienia z moimi rodzicami, gdzieś jednak już dawno to wszystko się zatarło, samodzielność lepiej służy, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie samodzielność, taka prawdziwa samodzielność bardzo dużo dała, ale wiele zabrała :)

    OdpowiedzUsuń