poniedziałek, 10 grudnia 2012

Na zewnątrz

Głowa podróżuje, wchodzi do klimatycznych kafejek, snuje się wieczorami po nieznanym mieście, buszuje po pchlich targach, wpada do koleżanki na kawę, wertuje w księgarni kalendarze na 2013 rok, a ciało wystawia rosół z indyka na balkon, ratuje się kolejną kawą, zmywa z umywalki krople fioletu po stoczonej walce i poprawia fluidem szary koloryt twarzy...

17 komentarzy:

  1. Kochana, teraz jesteśmy, poświęcamy się dla naszych dzieci... Mam tylko nadzieję, że kiedyś, za dziesiąt lat, nasze dzieci będą umiały poświęcić się dla nas ... Ściskam Cię bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sylwia, ja sie nie poswiecam dla dziecka i nie oczekuje wdziecznosci, ani tego, ze ono sie poswieci pozniej dla mnie. Mysle, ze idealnie jak sie ma dzieci, to powinien byc to nasz wybor i swiadoma decyzja.
    A przede wszystkim powinna to byc MILOSC :))
    Mysle, ze nie musimy byc perfekcyjnymi rodzicami, "zarzynac" sie dla dzieci ;)... by potem miec wrazenie, ze WSZYSTKO robimy dla nich, ze sie poswiecamy... a one takie niewdzieczne itd.
    Oczywiscie kazdy uwaza jak chce, ale dla mnie myslenie o rodzicielstwie w kategoriach poswiecenia sie ma w sobie cos trujacego... czy zatruwajacego - te milosc, ten zwiazek z dzieckiem i... z samym soba. A to z kolei moze prowadzic do zgorzknienia...
    Sorry, ze tak krytykuje, ale jestem nieco zaszokowana, ze mlode kobiety nadal mysla tak, jak pokolenie moich rodzicow (a ja juz moglabym byc babcia, wiuec do najmlodszych nie naleze :))
    Zeby kochac dzieci nalezy takze kochac siebie :). Precz z poswiecaniem! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosianna.... świadomą decyzją to ja mogę nazwać teraz moją, że trzeciego dziecka nie chcę (kiedyś chciałam czwórkę, zupełnie nieświadomie). Pierwsza i druga to były decyzje osób dorosłych, zupełnie 'nieświadomych' tego co to jest rodzicielstwo. Najpierw w wersji 2+1, później w wersji 2+2 bez żadnych, absolutnie żadnych grup wsparcia. Tego człowiek nie jest nigdy do końca świadomy. I przy całej miłości TO spada na nas jak twardy ogromny głaz. Ja się przyznaję bez bicia, że macierzyństwo mnie absolutnie fizycznie rozlożyło na łopatki, a psychicznie na części pierwsze. Nie żebym się do tego nie nadawała, ale przy moim charakterze, przy samokrytycyzmie, przy niestety wrodzonym ' nieudacznym perfekcjoniźmie' trudno jest mi wszystko połatać, pożenić, być tu i tam, robić to i tamto. Nie traktuję tego jako poświęcenie, ale często tak to 'w uproszczeniu' nazywam....
      Na koniec.... dobrze powiedziałaś, kochać siebie.... i... jak mawia moja teściowa, pozwolić sobie czasem na improwizację....hmmmm ja ostatnio gram już tylko z nut....

      Usuń
    2. gosianna, tak jak napisała KappaZeta, uprościłam, pisząc o poświeceniu... To była przenośnia. Bardzo długo walczyłam aby mieć swoje dzieci. Kocham je ponad swoje życie. Jednocześnie jestem czasami bardzo zmęczona. Nigdy nie miałam pomocy ze strony rodziny, ponieważ mieszkamy kilkaset km od siebie. Od urodzenia chłopców jestem zdana na siebie i swojego męża. Czasami chętnie poszłabym gdzieś wyłącznie z nim lub nawet sama, ale zawsze na pierwszym miejscu są dzieci i ich dobro. Łatwo krytykować innych, gdy tak naprawdę nic nie wiesz o sytuacji drugiego człowieka. Nie czuję się gorszą matką tylko dlatego, że uważam iż nie istnieją tylko jasne strony macierzyństwa. Robię wszystko aby moje dzieci czuły się bezpiecznie i były szczęśliwe, podporządkowuję im swoje życie, bo uważam, że jest to zupełnie naturalne. Jednocześnie wiem, że Kasia rozumie mnie doskonale i dlatego pozwoliłam sobie na właśnie taki komentarz.

      Usuń
    3. Hej napisalam wczoraj drugiego posta, ktory mi wcielo ;). No to teraz w skrocie. Przede wszystkim nie mialam zamiaru nikogo personalnie atakowac czy krytkowac.
      Jestem po prostu uczulona na uzywanie terminu "poswiecanie sie" w kontkescie bycia matka... to wlasnie pokolenie mojej matki wlaczajc moja wlasna :) czesto mowilo o poswieceniu, o wyrzeknieciu sie - czy to mozliwosci studiowania, czy wolnosci osobistej, czy bycia atrakcyjna. szczupla itd.
      Stad przez lata wcale nie chcialam miec dzieci :).
      Z kolei gdy zostalam matka, wciaz slyszalam o tym, ze teraz kobiety moga miec wszystko - i byc suoer mama i swietna pracownica i atrakcyjna kobieta... To nie jest latwe oczywiscie, a napewno b. trudne, gdy we wszystkim chcemy byc perfekcyjne...
      W tym momencie albo sie czegos musimy zrzec - wiec znow to poswiecenie ;) - albo sie wykonczyc...
      Moja recepta na to, by sie nie zrzekac/poswiecac i nie wykanczac - to danie sobie spokoju z byciem super mama i super pracownikiem... i zaakceptowanie siebie jako WYSTARCZAJACO dobrej matki i pracownika (a jesli zdecydujemy sioe na jedna role to zaakceptujmy to rowniez).
      Jestem tzw matka pracujaca ;) - to znaczy poza domem i na caly etat - i w maire pogodzona z tym, ze moj dom nie blyszczy ;), nie gotuje codziennie, nie bawie sie duzo z dzieckiem... Jestem szczesliwa jak mi sie uda raz na jakis czas cos upiec, staram sie wysluchac tego, co mowi moje dziecko, od czasu do czasu wymniamy sie ze znajomymi opieka nad dziecmi i wtedy jedna strona moze miec czas tylko dla siebie (jako para). Takze jako matka nie tylko wyjezdzam sluzbowo, ale i mam swoich przyjaciol a maz swoich (plus wspolnych) i nie przeszkadzaja nam wyjscia osobno :).
      Nasze rodziny nie mieszkaja w kraju, w ktorym my mieszkamy, ale jakos mozna sobie poradzic.
      Dla mnie w ten sposob macierzynstwo jest czyms naprawde fajnym i atrakcyjnym, a nie poswiecaniem sie...
      Nie chce zyc jak moi rodzice, a szczegolnie jak moja matka, ktora wciaz sie poswiecala czy to dla dzieci czy to dla meza... Efekt? Malo przyjaciol, hobby tylko domowe, wyjscia tylko we dwojke, nie dawanie przestrzeni drugiej osobie... itd.
      O to mi wlasnie chodzilo w moim komentarzu...
      Nie poswiecanie - a zycie - dla wszystkich :)

      Usuń
  3. a co tam Kaśka, napiszę Ci to - twoja miejscówka internetowa jest jedną z niewielu parentingowych (jak to się szumnie nazywa ;)), które mnie przyciągają. dzisiaj to sobie uświadomiłam dryfując przypadkowo po oceanie blogów rodzicielskich. w trójcy z Tobą regularnie sięgam po frustratkę i tylkospokojnie (czasem jeszcze zimno). reszta jest milczeniem. dobrych Świąt, bo ja już internetowo znikam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to się mówi w żargonie klawiszowców..... no to pojechałaś po czarnych Izzz! muah muah muah!

      Usuń
  4. czytam...czytam...czytam...o macierzyństwie, i uświadamiam sobie, że ja jestem na etapie kiedy chcę dziecka, kiedy chciałabym już tego wszystkiego doświadczyć a pojawiają się oczywiście pewne kwestie które aktualnie mnie od tego odwodzą. Cóż, takie już to nasze życie jest, że płata nam figle, nie pozwala na wszystko od razu. Przeczytałam Kochana Twój komentarz, słowa o tym, że macierzyństwo wykańcza fizycznie i psychicznie, tego drugiego przede wszystkim boję się najbardziej. Dlaczego? Ponieważ jestem słaba, słaba psychicznie, i chyba najwyższy czas najpierw polubić siebie aby potem dać miłość komuś innemu. Tylko ostatnio to takie maxymalnie ciężkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sonja! Take it easy! 'wykańcza' to trochę dramatyczne slowo.... ja wolę inne metafory :) poza tym, jak to pięknie nazwała Izzz, ta moja 'parentingowa miejscówka internetowa' właśnie temu głównie sluży, żeby sobie 'ponarzekać', paradoksalnie, osoby, które mnie znają w realu przeważnie uważają mnie za'baaaardzo optymistyczną osobę', tutaj pozwalam sobie na rozdrabnianie, dzielenie wlosa na czworo, zatrzymywanie ulotnych, nie zawsze łatwych,mysli.....a dzieci? wszystko ma swój odpowiedni moment.... ja w to głęboko wierzę....

      Usuń
    2. ha! uwierz mi że pisząc to słowo wiedziała że ktoś na nie zwróci uwagę, mam nadzieję, że nie zostanie ono zrozumiane w dosłowny sposób
      kiedyś prowadziłam bloga, na którym pisałam o sobie, wyrzucałam żale, ale pewnego dnia przestałam być anonimowa, a potem...zaczęłam po prostu pisać w komputerze, notatki

      Usuń
  5. no właśnie..... mnie poczucie anonimowości daje poczucie wolności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś istniało Miasto Plusa, było niesamowicie anonimowe, do czasu, komuś zachciało się żartów. I teraz, z perspektywy czasu, zastanawiam się, co mogłabym ofiarować ludziom goszczącym u mnie. Nie chcę ciągle pisać o moich smutkach.

      Usuń
  6. Nawet w przenosni pisanie o rodzicielstwie "poswiecenie", juz sprawia ze slowa "zawisaja", chociazby w naszej glowie, a potem moga tam kielkowac, albo nieswiadomie wyjsc z ukrycia w rozmowie z naszym dzieckiem.
    Oczekiwania jakie mamy wobec dzieci, sa bardzo niebezpieczne. Sprawiaja, ze rodzice wisza na zyciu dzieci, nie daja im wolnosci i radosci.
    Jestem mama pracujaca, jezdzaca z dzieckiem pomiedzy dwoma krajami, bedaca z dzieckiem 24/dobe, czesto sama. Z dzieckiem u piersi, telefonem przy uchu, laptopem na kolanach, torba na ramieniu, w ciaglej gonitwie po lotniskach, w pracy, w domach, sklepach itd. Nie mam do pomocy nikogo. Nawet do prania/sprzatania/zakupow. Nie mialam nawet 1 wolnego dnia od pracy od czasu urodzenia dziecka. I musze powiedziec, ze macierzynstwo malo zmienilo w moim zyciu, a na pewno malo w moim mysleniu na swoj temat, na temat swiata itd. Przybylo obowiazkow, przybylo nowych doswiadczen.
    Tak wiem, nie kazdy jest odporny, silny, zorganizowany. Ale wlasnie to pokazuje, ze nie w dzieciach jest problem, ale wylacznie w nas.
    Znam matki dzieci chorych, opuszczone przez mezow, pracujace i bez pomocy i zadbane i szczesliwe, a znam tez otoczone pomoca nian, babc, pomocy domowych i mezow i ciagle nieszczesliwe, zmeczone, zaniedbane.
    Nie twierdze, ze rodzicielstwo to cud miod wylacznie. Ale jesli tylko dziecko jest zdrowe i my zdrowi, to jest to po prostu czysta radosc obserwowania i brania udzialu w niebywalym procesie tworzenia. Mozemy w tym pomoc, albo przeszkadzac.
    Wode z mozgu robia nam tez media. To tam caly czas mowia o potrzebie czasu dla siebie, o zadbaniu o siebie, o przestrzeni dla siebie. Dla mnie czas dla siebie, to czas z moim dzieckiem, zadbanie o siebie, to pojscie z dzieckiem na wystawe. Nie czuje sie z niczego ograbiona, ograniczona i to chyba jest klucz do bycia z dzieckiem. Nie musze odpoczywac od dziecka, od meza, od obowiazkow, bo traktuje to jako integralna czesc zycia, ktore wybralam i ktorym steruje.
    Reszte napisze w mailu.
    Milla

    OdpowiedzUsuń
  7. Milla, dziekuję Ci za długi i mądry wpis. chylę głowę po pas, podziwiam takie matki.... sprostuję tylko jedną jedyną rzecz.... nigdy, przenigdy nie obwiniałam o nic moje dzieci... na blogu borykam się właśnie sama ze sobą, i to nie odkąd jestem matką, bo matką jest już ponad 6 lat, a blog ma trochę ponad rok, a od momentu, kiedy zbieglo się wiele różnych okoliczności....przez pierwsze cztery lata życia mojej starszej córy nie wiedziałam w ogóle co to jest blogowanie, bo najzwyczajniej nie miałam ani czasu ani głowy na 'takie głupoty' , żyłam zupełnie inaczej, aktywnie, prężnie, między koncertami, wystawami własnie, prowadzeniem firmy, byłam matką pracującą, dziecko też ze sobą często taszczyłam w różne miejsca.... teraz jest inaczej, ale o wiele lepiej niz choćby rok temu, gdy bylismy tu kompletnie sami. mam już przyjaciół, mam namiastki działalności, staram się, zyję aktywnie, choć może z bloga niewiele wynika, nie wiem, nie potrafię patrzeć na niego obiektywnie...robię to właśnie po to, aby w naszym życiu była równowaga, między robieniem, a nierobieniem, między byciem razem, a tęsknieniem za sobą, im więcej daję sobie, tym więcej daję dzieciom..... a media? mało mnie interesują, potrafię filtrować informacje...

    OdpowiedzUsuń
  8. i jeszcze tak jadąc sobie dziś na wieczorną próbę pomyślałam, że ja np mam świadomość jak dużo moi rodzice mi poświęcili, ale nie mam absolutnie poczucia, że muszę im coś w zamian za to teraz oddać....

    OdpowiedzUsuń
  9. Jasne, ja to wszystko rozumiem. Nie pisze tylko jako odpowiedz na Twoje slowa, ale raczej glos w szerszej dyskusji. Rozne osoby tu zagladaja, dobrze jest poznac rozne perspektywy.

    Jestem bardzo daleka od mowienia: ja tak mam, wiec wszyscy powinni tak miec. Kazdy musi znalezc w sobie zgode na bycie taka a nie inna zona, matka, corka, kobieta. To ta zgoda w nas, daje spokoj w zwiazku, w macierzynstwie, w zyciu.

    A informacje mozna filtrowac, ale wyuczone postawy juz mniej. Czesto jestesmy swiadomi swoich potrzeb, ale skad one sie wziely i dlaczego takie sa, juz nie. Istnieja takie przekonania, moim zdaniem czasami bledne, ze matka powinna cos robic tak, a kobieta powinna cos tam innego. Przyklad: mnostwo osob mnie pyta, jak moje dziecko znosi takie zycie. Takie zycie, czyli oczywiscie wyczerpujace dla dziecka, nieuporzadkowane, bez stalych godzin snu i jedzenia, bez stalych por spacerow. I zamiast wpedzac sie w poczucie winy, bo teorie i wszyscy mowia inaczej, wiem, ze robie dobrze. Bo stale pory spacerow sa mniej wazne, od bycia mojego z dzieckiem. W moim zyciu to sie sprawdza, ale w zyciu innej osoby to by moglo byc pieklo i lepszym rozwiazaniem bylaby opiekunka albo rezygnacja z pracy. Robie to najlepiej jak umiem, przemyslalam to i tak wybralam. Jestem tego pewna i dzieki temu szczesliwa, spelniona, spokojna.

    Szkoda mi nas, kobiet. Jestesmy rozrywane miedzy to co czujemy, to czego od nas oczekuja, to co mowia nam inni "w dobrej wierze", to co myslimy ze powinnysmy.
    Milla

    OdpowiedzUsuń
  10. zrobię sobie drugą kawę i zaraz odpiszę na maila :)

    OdpowiedzUsuń