piątek, 14 grudnia 2012

Life

Ostatnio złagodniałam. Cyzeluję słowa. Cenzuruję w głowie to, co mam, chcę napisać. Może dlatego, że dużo więcej czytam. Czytuję. Oczywiście głównie w sieci. Skaczę po tematach. Wnętrza, chyba najmmniej kulinaria, ostatnio nowe technologie, wciągneły mnie, te wszystkie mechanizmy, social media. Czytam i nie wierzę. Nie dowierzam. Jak wiele może tak niewielu. Jak bardzo pogłębia się przepaść między reklamą typu szyld, neon, a tym co dzisiaj trzeba brać pod uwagę zakładając biznes, czy rozwijając ten już istniejący. Ale podoba mi się to. To znak czasu. Nie muszę pędzić razem z nim, ale mogę mu się bacznie przyglądać. Lubię się przyglądać. Jesienią i zimą żyję głównie w sieci. Złapałam się, jak ta mucha u Brzechwy. Ale dobrze mi tu. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Jestem ze wszystkim na czasie. Nic mnie w styczniu nie zaskoczy. W głowie powolutku układam scenariusz tych kilku polskich dni. Mam listę do poczytania, do zobaczenia, do zrobienia, do spotkania. I wszystko pod szyldem 'improwizacja w durowej tonacji'. Poza tym chudnę. Lubię siebie z delikatnie wystającymi kośćmi obojczykowymi i burczącym lekko brzuchem. Wczoraj nawet zrobiłam sobie sama kilka zdjęć. Wieczorem, w pełnym makijażu, lekko rozmazanym. Nie było źle. Lubię to uczucie, gdy patrzę w lustro i myślę 'fajna jesteś', lub 'nie jest jeszcze aż tak źle'. Tak się jakoś składa, że najfajniejsza jestem zawsze poniżej 60 kg. Lubię się akceptować. Lubię ten stan. Wtedy jestem z reguły milsza dla innych. No więc jadę dalej. Bez głodówek, dukana i innych. Minimum dyscypliny daje najlepsze efekty. U mnie. Znam swój organizm. Wiem, czego mi nie wolno, na co mogę sobie pozwolić. Staram się po prostu nie grzeszyć.... Wczoraj cały niemalże dzień spędziłam myślami w Warszawie. Polubiłam ja tego lata. I jeśli miałabym wrócić do Polski, to chciałabym chyba właśnie tam. Powodów mam kilka. I prawie wszystkie maja imiona i nazwiska. Bo to, czego nauczyłam sie przez ostatnie dwa lata to fakt, że najbardziej brakuje mi ludzi. Wieczorem zagrzałam sobie porządnie vin brule' i wyłożyłam mężowi moją teorię, mój plan B. Jesteśmy zgodni. A życie toczy się dalej. Tu i teraz... I jest piękne.

5 komentarzy:

  1. Dobre rano!

    a tutaj same pozytywy, super, tak trzymac :-)
    Odwieczne problemy z waga tez spedzaja mi sen z powiek niestety...
    Pieknie wygladasz! :-)

    PS
    co to za program (jezeli mozna zapytac) robi takie fajne kolaze?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tarsis, od lat jestem wierna Picasie.... ale dzięki Izzz (Izzz, baci e abbracci!) odkryłam ostatnio coś dla absolutnych amatorów w kwestii grafiki, ja kompletnie nic nie potrafię narysować więc pixrl.com to dla mnie ogromne odkrycie. co do wyglądu...postanowiłam wziąć byka za rogi i wyprzedzić wroga na starcie.... wszyscy dookoła pierniczą, lukrują i pasztetują, a za chwilę będzie ogólnonarodowy styczniowy lament. co roku sama polegam na polu bitwy, a potem jęczę przed wiosennym negliżem. w mojej aktualnej rozchwianej emocjonalnie sytuacji, jeśli dorzucę sobie jeszcze niezadowolenie z wyglądu obawiam się, że mogę się kompletnie posypać.... stąd ten pomysł na przedświąteczny powrót do formy! polecam! pomaga.... każdej kobiecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to musze poogladac, ja znam tylko picase i photoscape, ostatnio korzystalam z tego drugiego.
      Heheh, ja tez nie potrafie nic narysowac, mozemy podac sobie rece :-D
      Wiesz co, ja ogolnie nie jem duzo, staram sie bardzo, ale mam problemy z tarczyca, i to skutecznie utrudnia wszelkie redukcje wagi. Kiedys wystarczylo ze dwa tygodnie jadlam prawie same warzywa, pelnoziarnisty chleb itp i od razu 3 kg na minusie, teraz-zapomnij. Kazde pol kilo to bitwa nielada. Chociaz i tak udalo mi sie cos tam zrzucic, to do pelnego zadowolenia brakuje ok 5-7 kg ... ALe nie jestem sobie w stanie odmawiac wszystkiego, wiesz... Wlasciwie nie jem slodyczy, staram sie jak moge jesc zdrowo i lekko, ale wieczorne wino, czy czasem pasta musza byc :-P
      Wiesz, jak czasme patrze na to co inni jedza i nie tyja, to ja powinnam z moim jedzeniem juz schudnac 20 kg, hahaha :D

      Usuń
    2. Tarsis, zdrowie na pierwszym miejscu, jeśli masz problemy z tarczycą, to z tego co mi wiadomo, pewnych kwestii nie przeskoczysz.... u mnie kluczem do wszystkiego jest nie jedzenie kolacji, tak już mam, od lat, chleba nie jadam prawie w ogóle, w ogóle 'instytucja kanapki' odkąd jestesmy we włoszech jest wybrykiem, w polsce potrafiłam po powrocie z pracy zjeść bochenek chleba z masłem i ogórkami małosolnymi... a słodycze? każdego dnia popełniam jakiś maly grzech.... ale tak jak kiedyś napisalam na początku na blogu "Nie staram się przenosić gór, bo mogłabym z przejęcia zacząć potykać się o małe pagórki"...

      Usuń
    3. Wiesz co, wszytsko sie da, moim zdaniem. Tylko trzeba jeszcze bardziej uwazac, planowac posilki i przede wszytskim sie ruszac, a ja nie mam kiedy, a jak juz mamkiedy to nie mam sily, i tak w kolo macieju :P
      To prawda, kolacje sa zabojcze,
      tylko dlaczego wieczorem wszytstko tak dobrze smakuje?? :-D

      Usuń