niedziela, 9 grudnia 2012

I bęc

Tak. Matka poszalała. Wczoraj było miło, rozkosznie, beztrosko i w ogóle. A dziś ganiałam Starszą z patyczkiem zanurzonym w fiolecie, w nadziei, że może uda nam się uniknąć kolejny już raz antybiotyku. Ósma z hakiem i fru na stanowisko. Mąż wyprosił wyprowadzenie psa. A potem zakupy. Ale zakupy muszą być takie, żeby starczyło na tydzień sensownego odżywiania zdrowego i chorego dziecka. Na męża w tej kwestii nie liczę, bo truflami to one się raczej nie najedzą... I potem się zastanawiam skąd się u mnie biorą stany lękowe, gdy pozwalam sobie na ciut, dosłownie ciut więcej.... ps. Przypominam! Nie olejcie oleju!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz