wtorek, 4 grudnia 2012

Citamy...

Polubiłyśmy ten rytuał... Dziewiąta z hakiem, skaczemy do łóżek, książka i via! Ostatnio na tapecie Krasicki i Mickiewicz. Starsza nie zawsze rozumie. Podpytuje. Dopytuje. Sama się łapię na tym, że stawiam czasem źle akcenty, albo gdzieś nagle urwę zdanie. Mówię jej o tym, że kiedyś Polski nie było. Po dziecięcemu opowiadam o emigracji, o germanizacji itd. A ona mi na to, że gdyby ona żyła w takim kraju, gdzie zakazuje się polskiej mowy, stanęła by sobie w kąciku i po cichutku powtarzałaby sobie polskie wyrazy...Potem już tylko buziaczek, dobranoc i buonanotte...

1 komentarz:

  1. Hej, witaj :). Bardzo ambitnie z tym Krasickim i Mickiewiczem ;). Ja tez probowalam roznych klasykow z moim dzieckiem, urodzonym na tzw. obczyznie... najlepiej wychodzily nam wiersze Tuwima i Brzechwy, potem Plastusiowy Pamietnik i Krasnal Halabla, a w starszym nieco ;) wieku Akademia Pana Kleksa...
    Potem byly samodzielne proby czytania ksiazek po polsku, ale ostatnio nieco zarzucone :(. Hm, musimy do nich powrocic :)

    OdpowiedzUsuń