środa, 28 listopada 2012

Wątpię...

Cały czas nurtuje mnie jedna myśl. Czy podróżując, zmieniając co jakiś czas czyt. co kilka lat miejsce zamieszkania, rodzice pozbawiają dzieci w przyszłości poczucia bezpieczeństwa, wykorzeniają je, sprawiają, że będą się czuć zagubione, nieprzynależące do żadnego miejsca czy też obdarowują je otwartym, nie znającym granic podejściem do życia, do świata, o znajomości obcych języków nie wspomnę...

13 komentarzy:

  1. Mysle, ze najwazniejsze jest poczucie bezpieczenstwa w samym domu, a ten nosimy przeciez ze soba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, ale co się dzieje w głowie takiego dziecka, które na 3 lata przedszkola, każdy rok było w innym, potem nowa szkoła itd. poza tym przeprowadzki to też stres dla nas, który nieuchronnie udziela się dzieciom....

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodzice tlumacza sobie, ze dzieci beda otwarte i beda znaly jezyki, ale dzieci potrzebuja stabilizacji, budowania wiezi z rowiesnikami, stalosci. I pewnie, ze nie jest to koniec swiata, ale dzieciom jednak nie sluzy.
    A jezykow mozna nauczyc sie wszedzie.

    Tez mam podobny dylemat, tyle ze corka jest malutka i ostateczna decyzje gdzie osiadamy podejme przed jej pojsciem do szkoly. Pozniej juz sie nie ruszam.

    Pozdrawiam z pierwszym komentarzem, chociaz czytam juz jakis czas:) milla

    OdpowiedzUsuń
  4. Milla, zgadzam się w pewnym sensie, a co jesli to nie jest czysta fanaberia rodziców a w pewnym sensie przymus.... ja zodiakalny rak jestem i najlepiej osiadałbym w domku z ogródkiem i malwami... ale czasem życie pisze inne scenariusze, jak to mowią tu we Włoszech ' uomo propone, dio dispone' , czlowiek sugeruje, bog prowadzi.... nie wiem..... pytam, błądzę, analizuję.....

    OdpowiedzUsuń
  5. Ok, moje dziecko w ciagu swojego 10-letniego zycia chodzilo do 1 zlobka, 1 przedszkola, 3 swietlic, 2 szkol, mieszkalo w 5 domach :) - wszystko co prawda w obrebie tego samego miasta, ale tez duzo zmian... czasem teskni za stara szkola i dawnym kolega, no i nie chce na razie zadnych dalszych przeprowadzek ;), poza tym nie widze zadnych niepokojacych objawow...
    Zycie ma swoje prawa i nie zawsze zaoszczedzimy dizeciom zmina, poza tym dobrze jest nauczyc sie akceptowac zmiany.
    Duzo zmian to pewnie nie ideal, ale jesli musza miec miejsce moze mozemy postarac przeprowadzic je jak najlagodniej, np przygotowac dzieci na przeprowadzke, dac im sie powoli i swiadomie pozegnac ze starym otoczeniem... A jesli maja jakies trudnosci w zwiazku ze zmianami, moze szukac pomocy u specjalisty...? Mysle, ze na wszytsko znajdzie sie sposob i powtarzam raz jeszcze, ze rodzina to grunt :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko zalezy od tego, co dla kogo jest wazne. Czy nie ma innej mozliwosci, czy raczej "tak bedzie lepiej". Bo to duza roznica. Moze trzeba pomyslec o wiekszych zmianach w zyciu, zeby innym (dzieciom) bylo lepiej? Nie ma tu jednej odpowiedzi, bo trzeba brac pod uwage szeroki "interes" calej rodziny.
    Ostatnio moj znajomy opowiadal, ze drugiej corki juz nie wysle do szkoly miedzynarodowej, bo starsza corka bardzo przezywala kazde rozstanie z przyjaciolkami, coraz to nowymi. I ona byla na miejscu, tylko kolezanki wyjezdzaly.
    Duzo tez zalezy od tego, dlaczego sa te zmiany, jak dorosli je przezywaja. Ogolnie, czeste przeprowadzki nie sluza dzieciom. Ale jak sie nie da inaczej, to mozna tylko minimalizowac straty, szukac pozytywow i wyciagac z nowej sytuacji co sie da. milla

    OdpowiedzUsuń
  7. są momenty, że wydaje mi się, że już kompletnie nic ode mnie nie zależy.... poza tym, oprócz tego, że jestem ja i 'moja wizja' jest jeszcze mąż... i jego wizja... potem są dlugie rozmowy, godziny przemyśleń... a dzieci? a dzieci w tym wszystkim są mimo wszystko na pierwszym miejscu....

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Gosianną, grunt to oparcie w rodzinie. Zadajesz sobie pytanie co dzieje się w głowie dziecka, a zadałaś je dziecku? Może umiałoby już coś powiedzieć o swoich odczuciach?

    OdpowiedzUsuń
  9. Sadze, ze prawda jak zwykle tkwi posrodku. Z pewnoscia nie sluzy nikomu zmiana szkoly co roku, zmiana jezyka co dwa lata itd. Z pewnoscia dzieci czuja sie zagubione i trudno im co roku powtarzac caly proces adaptacji, uczenia sie podstawowych zasad w danym srodowisku. Jezyk tez z pewnoscia jest bariera, bo przez kilka pierwszych miesiecy z pewnoscia dzieci przezywaja fakt, ze nie potrafia sie nim poslugiwac tak jak rowiesnicy i w szkole tez maja problemy, zeby dogonic klase. Zajmowalam sie troche psycholingwistyka i czasamai (nie zawsze) ta wielojezycznosc sprawia, ze dzieci (ale i tez dorosli) maja problemy we wszystkich jezykach i tym ojczystym i tym drugim i trzecim. Taki przyklad zreszta mam rowniez wsrod znajomych. Moze te zmiany musza byc umiarkowane, np. to samo przedszkole, pozniej przynajmniej ta sama podstawowka itd. i poczucie bezpieczenstwa w domu. Z pewnoscia fakt, ze dziecko jest dwujezyczne (to znam z autopsji) rozszerza horyzonty i sprawia, ze nauka nastepnego jezyka jest ulatwiona i mlody czlowiek jest bardziej tolerancyjny i otwarty i szybko sie "zadamawia" w innym swiecie.
    Agula

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja uwazam, ze wazne jest bardzo jaka Ty nauke wpoisz dzieciom. Czego Ty nauczysz je oczekiwac od zycia, jak te zycie przyjmowac. dzieci chlona wszystko niesamowicie, uczas sie parokrotnie szybciej nie my dorosli, zaprzyjazniaja sie rowniez szybko, ale... tez przyzwyczajaja sie szybko. Ja mam sama przyklad na podstawie dzieci brata mojego meza, ktore urodzily sie w Kanadzie, potem chodzily do przedszkola we wloszech, potem w arabii saudyjskiej a teraz znowu w kanadzie. a dopiero skonczyyly 5 lat. Dla nich stalo sie poniekad normalne, ze teraz tu jest ich dom, ale za chwile moze byc gdzies indziej. Znaja 3 jezyki prefect, bez problemu przechodza z polskiego, na wloski, czy angielski. My na razie jestesmy we Wloszech, ale nie wiem czy na zawsze. ale nie oszczedzamy dzieciom podrozy, przyzwyczajamy je do nocowania zarowno w hotelach jak i u znajomych, rodziny, aby w przyszlosci wiedzialy i mialy poczucie, ze swiat przed nimi stoi otworem. Bardziej to ja jestem podrozujaca w sensie ze to moje pomysly sa niz mojego meza, ale On sie im poddaje. A dziewczynki zwlaszcza starsza juz uwielbia te wyjazdy (najbardziej pokoje hotelowe, z ktorych by nie wychodzila najchetniej) nasze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dom, poczucie bezpieczeństwa jest tam, gdzie Wy, czyli Ty z mężem i dziećmi. Na pewno, jeśli będziecie musieli zmienić miejsce zamieszkania, to po prostu porozmawiaj ze starszą córką, wytłumacz jej dlaczego. Przedstaw jej plusy ale również i minusy. Ja trudne tematy zawsze omawiam wspólnie z dziećmi.
    Moje dzieci od urodzenia mieszkały w tym samym miejscu, w tym roku w kwietniu przeprowadzaliśmy się do domu, którego nie sposób porównać z mieszkaniem. Na początku chłopcy nie chcieli słyszeć o przeprowadzce, ale po kilku rozmowach i przedstawieniu im wszystkich plusów nowego miejsca, zaakceptowali decyzję rodziców.
    Na pewno i Wam się uda, czego z całego serca Ci życzę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. podróże to jedno..... przeprowadzki to coś zdecydowanie głębszego...zgadzam się, co do tego, że DOM to podstawa... to jest poniekąd to, co staram się robić teraz, odkąd jesteśmy we Włoszech... dziś wieczorem porozmawiam ze Starszą....

    OdpowiedzUsuń
  13. Mysle, ze to czego nie da sie dac dzieciom podrozujac to silne wiezi z ta dalsza rodzina, bo nie da sie bedac daleko wpadac na kawe, pizze i zwyczjengo grilla w sobote. Ja tez u siebie w rodzinie widze problem, o ktorym piszesz. Ja juz nie do konca wiem kim sa moje dzieci. Madre i otwarte - bardzo szczesliwe tez biegle mowia w tzech jezykach ale czy to im da poczucie bezpieczenstwa w przyszlosci. Mysle, ze rodzina i poczucie, ze jest sie u siebie jest wazniejsze. Zyjemy na granicach dwoch kultur i tak naprawde nie jestesmy w pelni czescia zadnej z nich. Ale tak jak sama napisalas i u mnie zycie (maz)zadecydowalo za mnie. Moja recepta na wszystkie flustracje i dylematy jest skupienie sie na tym, co tu i teraz a przyszlosc ograniczam do planowania wakacji w kwietniu.Ciesze sie szczesciem dzieci teraz, dajemy im bardzo duzo milosci i zawsze im mowie - przytulajac was i calujac laduje wam baterie na przyszlosc, zebyscie mieli to na potem. Gdziekolwiek to potem bedzie,w jakimkolwiek kraju i kulturze. U mnie tez duzo role odgrywa wiara i jakies tam wartosci moze nie tyle religijne ale zasady, ktore chce przekazac dzieciom,zeby nie ogarnelo ich to cywilizacyjne zwatpienie i depresja krajow zachodnich. Mysle, ze to tez wazne ale nie pisze tego jako "Polak i Katolik". Chodza do Kosciola i modla sie i to jednak daje im jakas radosc a mnie spokojny sen, ze ktos tam nad nimi, nami czuwa na tych naszych sciezkach. Ale nie jestem jakas nawiedzona dewota. Wynioslam to z Polski dostalam te wiare i sile od Babci i mysle,ze to zawsze bylo nasza sila, bo dawalo nam wiare, kiedy inne kultury juz jej nie mialy. L

    OdpowiedzUsuń