piątek, 16 listopada 2012

Samba na stole

Piątek. Słowo magiczne. Nawet dla osoby niepracującej chwilowo zawodowo. Z naciskiem na 'chwilowo'. Pędzę po czerwone wino do zupy z cieciorki z nutką rozmarynu. W pośpiechu łapię też białe, na niedzielne krewetki. Bo w niedzielę będzie deszcz. Deszcz będzie w niedzielę, w poniedziałek i we wtorek. I już się go boję. Już słyszę jak stuka o narazie nie moje okna. Dlatego jutro pędzimy znowu nad morze. Tym razem Pesaro. Znajomi z południa, czyli włoska młodzież przed czterdziestką przyjechała bawić się do Pesaro na koncert 'Muse'. To i ja wstukuję sobie przy winie 'Muse' w youtube i już mam. Mój wieczorny koncert. Młodszej podśmierdzają lekko skarpetki. Może nawet jest jakaś kupa w pampersie. Nieważne. Na chwilę nieważne. Wino spowolniło mi reakcje... I gdy tak wracałam z tym winem przez łąki, pola i pagórki to miałam takie dziwne przeczucie, że jeszcze będę tańczyć sambę na stole gdzieś, kiedyś, może ...

4 komentarze:

  1. ODKRYLAM Twojego bloga dzieki Oliwce tzn dzieki Jej blogowi i dzis caly dzien nie moglam sie od Niego oderwac!!!! Te przemyslenia, depresje, odczucia, klotnie z mezem, 2 coreczki, porzucona praca w Polsce - to przeciez ja mam te problemy!!!! Dlaczego dopiero teraz Cie odkrylam? Nie mam swojego bloga, ale przymierzam sie do tego ... juz niebawem. Zostawiam Ci moj adres boguszka@wp.pl Polubilam tez Twoja stronke na FB (Donata to ja)

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem... widzialam... peccato, bo byłam w tor san lorenzo kilka tygodni temu.... myślę, że kiedyś to nadrobimy przy kawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo kurcze to jakies 20 km od nas,rzeczywiscie peccato!!!! musimy nadrobic

      Usuń
  3. Dla mnie samba na stole to bardzo rzadkie momenty jakiejś niezwykłej przyjemności świata dorosłych, jak choćby nie tak dawny koncert flamenco, kolekcjonuję te chwile z lubością. Kurczę, ja już straciłam nadzieję, że moje niepracowanie jest chwilowe, niedawno miałam spory kryzys na ten temat, teraz pracuję nad pogodzeniem się z sytuacją tudzież nietraceniem nadziei (mimo wszystko) U nas jak się rozpada to pada i pada. Bardzo apetyczny ten deser pod spodem. Jeszcze raz dziękuję za wyróżnienie, może w końcu jutro uda mi się zasiąść do bloga, pozdrawiam ciepło a.

    OdpowiedzUsuń