piątek, 2 listopada 2012

Początki

Wczoraj, chwilę przed zaśnięciem znowu, po raz setny chyba w tym tygodniu myślałam o Chustce. Próbowałam sobie odtworzyć dokładnie moją ścieżkę do jej bloga. Była bardzo krótka. I stanowiła zdecydowany impuls do rozpoczęcia tego tu o to mojego blogowania, spisywania rzeczywistości, niemalże dzień po dniu, dla moich córek... A było tak... Wrzesień 2011. Po wakacyjnym uniesieniu wróciłam do Włoch i zapadłam na jesienną pseudodepresję. Szukałam maniakalnie Polaków we Włoszech. Chciałam nawiązać jakieś kontakty. Brakowało mi rozmów, spotkań z ludźmi, polskiej melancholii. Szybko trafiłam na internetowy portal Nasz Świat, a tam chyba w rybryce 'żyć we Włoszech' przeczytałam wywiad z Anitą. I tu... przyznaję się bez bicia w pierwszym momencie zaczęłam płonąć z zazdrości. Jak to? Kolejna Polka w Toskanii? Własny dom. Remont. Byłam tym bardziej rozgoryczona ponieważ parę miesięcy wcześniej sprzedałam dom, który budowałam 5 lat, a w którym nigdy nie zamieszkałam właśnie z powodu przeprowadzki. Infantylne 'Jak to? Przecież to ja miałam mieszkać w Toskani!!! Patrzeć na cyprysy! A jestem gdzie? W wilgotnej Romagni z karaluchami...'. Od Anity, którą zaczęłam powoli przegryzać stopniowo wyzbywając się zazdrości trafiłam do Li, która w tamtym okresie pisała sporo o Asi. I tak trafiłam na Chustkę. Pamiętam doskonale 'mój' jej pierwszy wpis. Wtedy kompletnie nie wiedziałam z jakiego kalibru osobowością mam do czynienia. Ot po prostu zaciekawił mnie jej dość lekki język i kolega Jasia 'Niedotykajmniebociprzyleję'. Powoli, dzień po dniu wsiąkałam. Potem pojawiłam się u Asi w liście blogów. Pamiętam to doskonale, bo poczułam się tym strasznie wyróżniona... A potem już była tylko ponad roczna lekcja pokory... Myślę Asiu, że będziesz mieć tysiące apostołów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz