środa, 21 listopada 2012

Po męsku

Mąż wrócił z pracy głęboko poirytywany. Bo komuś coś się trafiło, okazyjnie, potem sprzedał i na tym sporo zarobił, a on nie... on jak zwykle życiowy nieudacznik, co to całe życie tylko tyra, a tu nic. Siędzę przy nim na kanapie, patrzę spokojnie z delikatnym politowaniem i nie wiem od czego zacząć to pocieszanie, żeby nie zabrzmieć zbyt banalnie... 'Nie wiem, co mam Ci powiedzieć', bo jak mam po męsku wytłumaczyć, że miłość i zdrowie najważniejsze...

2 komentarze:

  1. Zgadzam się, mężczyzn się tak łatwo nie da pocieszyć. Ja zwykle mówię wtedy: "Zobaczysz wszystko się ułoży (uda) i będzie dobrze". I głęboko w to wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wlasnie tym argumentem czesto uspokoilam mojego meza :)
    Np gdy zloscil sie na cos tam czy kogos tam w pracy... uspokoilam go zaczynajac od tego, ze ma prace, podczas gdy wielu innych jej nie ma... poprzez to, ze nawet gdyby ja stracil, to jeszcze nie koniec swiata, a konczac na zdrowiu i milosci wlasnie :))
    Zazwyczaj dziala :). Faceci nie sa wylacznie nastawieni na sukces, ale czesto sa i wtedy trzeba im delikatnie przypomniec o tym, co NAJWAZNIEJSZE :)

    OdpowiedzUsuń