wtorek, 27 listopada 2012

Odpowiedzialność

Po powrocie z pracy zaparzyłam mu spokojnie miętę. Wyłączyliśmy wszystko, dzieci, telewizor, radio, żeby było ciszej, żeby nic mnie nie wybijało z moich własnych krętych przemyśleń. Najpierw skrupulatnie opisany dzień. Dzień jak co dzień. Bez sukcesów. Bez porażek. Potem, co ja o tym wszystkim myślę. Żeby mi też dał szansę. Że widzisz, rano zadzwoniła Ang w sprawie płatnego koncertu. Że dzieci są zadowolone z kursu. W grudniu będzie popis. Może ktoś się dopisze. Że czynsz opłacony do lutego 2014, więc niech Starsza skończy przynajmniej drugą do jasnej cholery klasę. Ja chcę pracować. W zawodzie. Ale to wymaga czasu. Dziś sieję, ale zbierać będę za rok, za dwa może. Rok temu nawet nie śniłam o wielu rzeczach. Potrzebuję czasu... To nie jest prowizja, szast prast, produkt sprzedany i kasa na koncie... Lubię gdy tak mnie słucha. Jedno jest pewne, słuchać potrafi. Nigdy nie przerywa, nie wchodzi w zdanie. Nie krzyczy, jak ci z telewizyjnych szoł. Potem powoli rozkręca śruby i zaczyna. I w zasadzie nie odkrywamy nic nowego. A z tym Gibraltarem to przecież tylko żartował...

6 komentarzy:

  1. Hej, rozumiem, ze piszesz o kursie gry na pianinie dla dzieci, ktory prowadzisz...?
    No to opowiem Ci mala historie :) - jeden moj znajomy, z wyksztalcenia nauczyciel muzyki, byl dosc sfrustrowany oficjalnym programem tzw wychowania muzycznego w szkole (w Polsce), ktory ani jemu ani uczniom nie sprawial zadnej satysfakcji itd. Ja wlasnie wtedy mu poradzilam (a to bylo wiele lat temu, gdy cos takiego bylo dosc duza nowoscia w Pl), by moze zaczal dawac lekcje prywatne. No i skonczylo sie na tym, ze od lat prowadzi wlasna szkolke muzyczna :)) i choc jest dosc zapracowany, to bardzo szczesliwy.
    Moj synek teraz chodzi tez na lekcje gry na fortepianie i tez do prywatnej szkoly, prowadzonej przez jedna kobiete, ktora zatrudnia obecnie 2 innych nauczycieli...
    Nie wiem, czy cos takiego planujesz, ale mysle, ze jest to wykonalne :).
    Poza tym nie wiem, czy jestes oficjalnie bezrobotna, jesli tak warto by bylo sprawdzic, czy sa jakies fundusze - lokalne badz europejskie dla osob myslacych o rozpoczeciu wlasnego small business... Czasem sa tez specjalne inicjatywy tego typu dla kobiet...
    Byc moze o tym wszytskim juz myslalas i niepotrzebnie o tym pisze, ale just in case :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prywatną szkołe muzyczno-językową miałam całe lata w Polsce.
    Działa po dziś dzień. Działa i ma się dobrze, ale właśnie dlatego, że na dojrzewanie takich niekonwencjonalnych projektów potrzeba czasu... Tu uczę włoskie dzieci "angielskiego śpiewająco'. Format się bardzo podoba, jest muzyka, jest ruch, jest spiewanie. Ale to też wymaga czasu. O small biznesie narazie nie myślę, za dużo wiem o podatkach, zusach itd. działam pod egidą stowarzyszenia muzycznego i to mi narazie odpowiada, jedyne czego potrzebuję to C.Z.A.S ....:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to wiesz jus wszystko i duzo lepiej ode mnie :))
    W kazdym razie bardzo ciekawy pomysl :), powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz, samo życie, to ona podsuwa pomysły pod sam nos.....:)

    OdpowiedzUsuń
  5. a jak pojawią sie na rynku moje polsko-włoskie piosenki to dam znać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam jezyk wloski, a piosenki wloskie to juz sam miod! :))

    Natomiast co do angielskiego i Wlochow, jako ze mieszkam w Irlandii, widze te chmary studentow wloskich przyjezdzajacych tu podszlifowac czy w ogole praktykowac angielski, wiec mysle, ze to dobry pomysl by oferowac cos w tym kierunku dzieciom we Wloszech :)

    OdpowiedzUsuń