środa, 10 października 2012

Znak

Wyślij. Wysłane. Po wczorajszych badaniach Męża, po których niewiele wiemy, ale przynajmniej wiemy, że niczego ewidentnego nie dostrzegł nawet sam lekarz, odetchnęłam z ulgą. Narazie. Diagnoza nadal trwa, bo wyniki nie były zbyt dobre. Więcej, wyniki dobre nie były. Wczoraj milczałam. Dziś jestem pobudzona. Belgijka podesłała mi link do ogłoszenia o pracę. Potrzebują. Niedaleko stąd. Z językiem polskim. Trochę inne wykształcenie, ale doświadczenie zdobyte podczas prowadzenia szkoły dało mi dużo wiedzy praktycznej, więc wysyłam. Z rumieńcem na twarzy, bo co jak zadzwonią? Co zrobię z Młodszą, kto to wszystko połapie logistycznie. Przecież ja cały czas wchodzę, wychodzę, odprowadzam, wyprowadzam. Mam ich wszystkich pozamykać, w kojcach, świetlicach? No i dzieci z kursu, dopiero co zaczęłam... Ale, jako że nic w życiu bez przyczyny się nie zdarza, maila Belgijki odbieram jako znak. Wysyłam.

4 komentarze:

  1. Popieram, ja tez sie staram o prace. Niestety nawet w wyzszym wyksztalceniem zagranica nie jest latwo. Wiec nalezy lapac kazda szanse. Z dziecmi na pewno pukladasz, one nie sa zbyt skomplikowane a szczesliwa mama jest duzo lepsza mama. Idzmy na jakosc a nie na ilosc!!!
    Zycze powodzenia. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy ma swój osobisty maraton!:)

    OdpowiedzUsuń