poniedziałek, 22 października 2012

Włoskie piękne favelas

Szybka, żeby nie powiedzieć błyskawiczna decyzja. Bo wiesz... dzwoniła Ka, jest u mamy przez kilka dni, może moglibyśmy urządzić sobie mały wypad nad morze, w okolicach Rzymu? Tak? Naprawdę masz ochotę? No tak, racja, rzeczywiście, już dwa miesiące siedzimy na miejscu... ale ten czas leci. Ale jak ty się czujesz? Jesteś pewien? To długa podróż. Będziemy zmęczeni... Ok....
Szybkie piątkowe pranie. Nie ma czasu na szukanie prezentów, więc robię nocną porą domowe muffinki, przynoszę z garażu sok z malin i dżem z jabłek domowej roboty. Wyjeżdżamy. Mijamy Toskanię, mijamy Umbrię, wjeżdżamy do Lazio. Boże, jakie te Włochy piękne. Widzę zjazd na Sansepolcro i myślę podświadomie o Anicie, gdzieś przemyka nazwa Cortona i myślę o Oliwce. Męczy nas to niespodziewanie mocne październikowe słońce. Gps co i róż wydłuża nam podróż, nie wiedzieć dlaczego. Po 7 godzinach dojeżdżamy. Całkiem inne Włochy... Małe, zupełnie współczesne miasteczko nad morzem, niedaleko Rzymu. Lekko uśpione na czas jesienno-zimowy. Opustoszałe drugie domy. Niektóre tylko zahibernowane, inne na sprzedaż. Gdyby nie to, że przychaliśmy tu dla Ka, zobaczyć małą Kal, odstawić na chwilę naszą codzienność, przespać się w innym łóżku, wypić kawę z innego kubka... Gdyby nie to, pewnie byśmy stąd uciekli. Ale nie uciekliśmy. Dziewczyny wybiegały się na prawie pustej plaży. Ja z Ka przegadałyśmy prawie 24 godziny, z przerwami na namiastkę snu. Mąż odpoczął. Dobrze robi taka zmiana perspektywy...

16 komentarzy:

  1. Fakt, dla mnie morze każdorazowo jest czymś w rodzaju 'spełnionego marzenia', nie wiem czy tak mają tylko ludzie z południa polski, gdzie do morza zawsze daleko.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Kochana, ja tez z poludnia, wiec wiem o czym mowisz :-)
      Nie uwierzylabys ile razy w swoim zyciu bylam nad morzem, az strach sie przyznac :-O
      No i to zaczerpniecie innej atmosfery, powietrza, mala przygoda, choc na chwile :-) Super !

      Usuń
  2. Czy można więcej zdjęć z miasteczka i podóży?

    ps. O, ja też z południa, właściwie połudnowego wschodu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Northern.sky, dorzuciłam na specjalne życzenie:) nie jestem typem dokumentalisty, podróży nie mam w ogóle, tylko morze morze i jeszcze raz morze.... o polski południowy wschód darzę niesamowitym sentymentem :)

      Usuń
    2. O matko, ile słońca i ciepła. Najcieplejszy, letni, szkocki dzień tak nie wygląda.
      I prawda, warto jechać tyle godzin by z kimś pobyć, porozmawiać.
      Zrozumiałam to szczególnie na emigracji. Mamy przyjaciól na wyspie Skye i każde kilka godzin z nimi pozytywnie mnie napędza na wiele tygodni.

      Usuń
    3. Na emigracji doceniam o wiele bardziej każde 'razem'...

      Usuń
  3. choć na chwilę.... chwila a tylke w nas zmienia, naprawia, pomaga....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak byc powinno:-) dobrze, ze udalo Wam sie wyrwac !

      PS. Czy facet od cielaczkow dzwonil ?

      Usuń
  4. Pięknie!
    Zazdroszczę takiego wypadu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) patrzę na te wczorajsze zdjęcie i sama sobie wczorajszej zazdroszczę :)

      Usuń
  5. Czyli byliscie blisko ;-) Tak, tak wczoraj bylo pieknie, my tez wycieczka, ale ze wsi do miasta, do Rzymu na Vermeera ...
    Agula

    OdpowiedzUsuń
  6. Blisko, blisko:) taaaa.... widać było to poruszenie wśród rzymian i nierzymian... osiem pasów raccordo anulare zapełnione.... a vermeer lub inne dla intelektualnego pobudzenia też mi się marzy.... na to też przyjdzie czas, narazie mamy etap ruchowo-spacerowo-plenerowy :) Ka

    OdpowiedzUsuń