środa, 3 października 2012

Osierociłam...

Półtora roku temu moją szkołę, moją pierworodną oddałam w nowe ręce. Przyglądałam się z zazdrością z boku. Możnaby rzec wręcz - podglądałam. W najgorszych zapaściach, gdy obijałam się o bandę lodowiska i prawie przewracałam w depresyjnym amoku na śliskiej tafli włoskiej rzeczywistości przypominałam sobie kolorowe i intensywne lata w Polsce. Gdy zaczynaliśmy w jednym z pokojów naszego mieszkania, po roku wynajmowaliśmy już salkę, a po dwóch przejęliśmy spory lokal w centrum, na ulicy, która zawsze wzbudzała u mnie pewne rozrzewnienie, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy balkony wypełnione pelargoniami, zwłaszcza oglądane od strony dworca pkp wyglądały jak balkony kamienic w Portofino... no może nie do końca, ale dla mnie wtedy to była najpiękniejsza ulica w centrum. Dlaczego o tym piszę? Bo od kilku dni szkoła ma nowego właściciela. Biedna, osierocona, przechodzi z rąk do rąk. Dziś dostałam maila od byłej pracownicy: K.... wróć!.

2 komentarze:

  1. zmartwiłaś mnie trochę...oby zmiana nie zaszkodziła, bo do tej pory wszędzie Was (myślę, że spokojnie mogę tak napisać) chwalono. a pelargonie jak były, tak są. to chyba znak rozpoznawczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. prawda? szczegolnie drugie albo trzecie piętro widziane ze skrzyżowania z ul. batorego.... teraz do tego dorobili ładne lampy... slicznie.... tylko towarzystwo nieciekawe :) ale to chyba generalnie urok naszego miasta części centralnej... no i zapomnialam napisać, że w przerwach chodziłam "pod czwórę" na nieśmiertelne zapiekanki z jajkiem :) ach.....

    OdpowiedzUsuń