piątek, 12 października 2012

Nadzieja, że...

Idę z psem w pole. Jest mgliście. Nie widzę ani pagórków, ani cyprysów, ani winnic. Potykam się tylko o kasztany, zbieram, bo jadalne. Mam tylko nadzieję, że niedługo je razem upieczemy i razem wypijemy do nich czerwone grzane wino, że dzisiejsza wizyta w szpitalu będzie tylko wizytą...

8 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki!

    U nas tez zaczal sie juz sezon,
    zapach goracych kasztanow sprzedawanaych z malych budek roznosi sie po miescie... mmm :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alarm odwołany, szpital w poniedziałek, mamy przed sobą mam nadzieję w miarę spokojny, bezkolkowy weekend... :)

      Usuń
  2. kasztany... nigdy nie próbowałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja mój pierwszy kasztanowy raz zaliczyłam w mediolanie jakieś 10 lat temu, czekając na autokar do sieny, siedziałam na krawężniku i zjadłam chyba cały kilogram. przez 10 lat nie mogłam na nie patrzeć, mdliło mnie na samą myśl. teraz odkrywam na nowo...w małych ilościach :)

      Usuń
  3. Uwielbiam kasztany - te niejadalne też. Zawsze o tej porze roku mam jakiś w kieszeni i często do niego sięgam...
    Życzę zdrowia, Wam obojgu!

    OdpowiedzUsuń