środa, 10 października 2012

Mama, patrz, opsy!

Jest Ona, więc budzę się kilka minut wcześniej i kilka minut później chadzam spać. Jest Ona, więc spaceruję. Spacerujemy. Trzeba to wszystko jakoś sensownie obmyślić, zaplanować. Bo tutaj psie odchody się sprząta. I nawet jeśli ty tego nie dopatrzysz, inni dopatrzą za ciebie. Ona przywiązana do wózka z kolei przy szkolnym ogrodzeniu wzbudza mieszane uczucia. Tu wszystkie dzieci wychodzą o tej samej porze. Psy tego nie lubią. Do tego dziecko trzeba odebrać przy furtce osobiście. To se ne da. Nadrabiam zatem spacery popołudniowym wypadem na pole w wersji ja, dzieci i pies. Po raz kolejny, ale już ostatni nabieram się na wersję bez wózka. Efekt końcowy - tu listek, tam kasztanki, mamuś, a którę są jadalne, a które nie? Te są jadalne. A mogę zjeść? Nie!!! Nie teraz, upieczemy je w domu! Ale ja chcę! A to jedz!... Nagle zza krzaka dobiegają dwa ogromne wilczury. Rzucają się na Oną. Starsza wrzeszczy, Młodsza wrzeszczy. Ja krzyczę - Ooooo, psy!!!!!!!!!! I tak już chyba zostanie.... Uwaga na opsy!

3 komentarze:

  1. Moja psa też boi się dzieci, zwłaszcza w wersji piszcząco-tłumnej...
    A w Warszawie też się zbiera kupki - zaczęło się opornie, ale teraz, jak myślę, robi to jakieś 70%.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale Aniu, u nas wieś jest ! i czasem przydałaby się jakaś kupka w rowie, a tu nic.... czysto i sterylnie, to mnie troche przeraża, bo pies na smyczy w wersji biegnącej i dziecko w wózku lub obok czasem bywa wyzwaniem!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem. A poza tym uważam, że trochę kupek powinno się zostawiać:) Jednak na warszawskim osiedlu, gdzie w co drugim domu jest pies, przed epoką zbierania był horror, zwłaszcza w czasie wiosennych roztopów.
      Swoja drogą używanie do zbierania torebek foliowych też mija się z celem.
      Ursynów na szczęście zapewnia papierowe, z papierowymi łopatkami, oczywiście z makulatury - i to za darmo.

      Usuń