wtorek, 16 października 2012

Jak to upchnąć?

Wstaję przed siódmą. Parzę podwójne espresso. Posyłam rutynowe 'come stai?'. Lecę ze Starszą do szkoły. Po drodze wstępujemy na obiecanego porannego pączka. Wracam. Wychodzę z Oną. Wracam. Po wyjściu męża odbywam długą rozmowę z teściową. Słońce ogrzewa mi plecy, ale jednocześnie razi w oczy. Na skajpie pisze Tata. Tłumaczę szybko jakiś handlowy tekst. Dzwonię umówić się na spotkanie w sprawie pracy. Czwartek 17.00 jest ok. Zapsiuję. Ogarniam pokój dziewczynek. Wietrzę, zamiatam. Wstawiam zupę marchewkową z cynamonem i imbirem. Rozmrażam polskie maliny na podwieczorkowy koktajl. Lecę na poddasze obszyć firankę, bo odkąd mamy psa i chodzimy na pole, zauważyliśmy, że jesteśmy absolutnie 'odkryci' dla przeciętnego przechodnia. Wieszam firankę. Lecę z Młodszą po Starszą. Wracamy. Ostrym głosem rozkazuję zaczekać na ławce pod domem. Wbiegam po psa. Schodzę z psem. Idziemy na spacer. Siadam na ławce. Wystawiam twarz do słońca. Dziewczyny biegają. Co jakiś czas wbiegają na prywatną działkę. Trudno. Najwyżej ktoś wyjdzie i zaprotestuje. Daję sobie maksymalnie 30 minut słońca. Wracamy. Wstawiam makaron. Jemy. Chwila względnej zabawy. Biorę się za czekoladowe muffinki. Potem przygotowuję zapiekankę z bakłażanów, cukinii, mozzarelli i szynki San Daniele na dzisiejszą kolację. Wstawiam ciasto. Miksuję koktajl. Starsza robi zadanie. Wrzeszczę. Wyciągam ciasto. Wstawiam zapiekankę. Wreszcie po 10 godzinach chodzenia siadam. Piszę. I zastanawiam się, jakby to wszystko wyglądało, gdybym tak nagle zniknęła na 10 godzin do pracy...

29 komentarzy:

  1. boszzz...okazało się, że przy Tobie, to ja prawie nic nie robię. normalnie nic. zero ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozpisz to co robisz na części pierwsze, a zobaczysz, że wyjdzie z tego epopeja :)

      Usuń
  2. Od poniedzialku do piatku wychodzilabys z domu i nawet nie zuwazalbys ze masz balagan. W sobote nadganialbys caly tydzien - pranie sprzatanie. Jak zrobilabys pomidorowa zamiast mrozonej pizzy okrzyknietoby Cie mistrzynia kuchni. A jak pod koniec miesiaca przynioslabus pieniadze do domu to maz by Ci podziekowal, ze jest mu latwiej. Mysle, ze na bycie w domu w dzisiejszych czasach moga sobie pozwolic naprawde tylko zony bardzo bogatych mezow, bo inaczej jednej osobie moze byc bardzo ciezko utrzymac rodzine na sensownym poziomie. Chodzi tez o bezbieczenstwo finansowe rodziny. Z drugiej strony mysle, ze czasami pracowac jest latwiej niz byc kobieta w domu.Ja czasami z zazdroscia patrze na kobiety bedace w domu z dziecmi. Ja zawsze pracowalam nawet jak moi chlopcy mieli 8 miesiecy a corka 3 lata. Duzo mi umknelo z ich dziecinstwa, ale tez sa szczesliwi.Trzymam mocno kciuki. Pozdrawiam z Korsyki. L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga L, dziękuję za cenne słowa, patrzę, czytam, analizuję, czytam jeszcze raz. potrzebuję mądrych słów wypowiedzanych przez mądre kobiety...

      Usuń
  3. Byloby po prostu troche inaczej :). Ja wychodze z domu codziennie na 8-9 godzin i... czuje sie ok :). Lubie byc w pracy, nie sprzatac caly dzien ;), isc na gotowy pyszny obiad do stolowki, pogadac z kolezankami, z szefem, isc na ciekawe szkolenie, wymyslic cos nowego. Tak, lubie swoja prace, choc czasem mysle, ze dobrze jest tez miec troche wolnego czasu. Od paru dni jestem na chorobowym i co? Wcale nie sprzatam wiecej, za to jem wiecej ;) i wiecej serfuje w internecie...
    Moze niektorzy po prostu lubia uwijac sie w domu, ja nie... Mam dziecko, owszem, i meza... ale tak naprawde to lubie tylko gotowac i robic pranie (bo samo sie robi ;)), reszta moglaby dla mnie nie istniec...
    Lubie tez rutyne dnia gdy pracuje, w domu jakos ciezko mi sie zdyscyplinowac...
    Na swiecie tyle ciekawych rzeczy sie dzieje, jak ja mam siedziec w domu? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosianna, to ważne słowa ' lubię swoją pracę', w moim przypadku wiem, że będę się męczyć, facet już przez telefon uprzedził, że to tylko 'cyfry, cyfry i jeszcze raz cyfry'. po latach już wiem, że na scenę nie wrócę (mgr klawesynu jestem), ale jeśli iść na 8 godzin, plus cholerna przerwa 1,5 godziny + dojazd czyli w sumie prawie 11 godzin poza domem to przynajmniej do czegoś, co w minimalny, powtarzam minimalny sposób ci odpowiada czyt. praca z ludźmi a nie tabelkami excela i wprowadzaniem danych, telefony, maile, a nie klepanie numerków... Sprzątam często bo jestem w domu, w PL przy pierwszym dziecku miałam własny biznes czyt. praca 7 dni w tygodniu 24 godz na dobe, i bylo tak jak opisałaś przez prawie 4 lata, więc wiem o czym mówisz... jedzenie na mieście, gadanie z ludźmi, sprzątanie w weekendy, zakuoy w niedzielę po południu... nie traktuję siedzenia w domu jako cel, ale jako pewiem etap... od przyszłego września Mała idzie do przedszkola, tuż obok szkoły Satrszej oznacza to że obywdwie od 8.00 do 16.30 są 'zaparkowane'
      Kochana, dziękuję za Twoje cenne zdanie. Daje do myślenia....Myślę, myślę, retsza wyjdzie jutro podczas spotkania.pozdrawiam ciepło
      Ka

      Usuń
    2. Ka, dzieki za mila reakcje :). Moze podziele sie z Toba jeszcze dwoma rzeczami z wlasnego doswiadczenia.
      Otoz, podobnie jak Ty, jestem emigrantka, tyle ze od wielu, wielu lat :).
      Wiem wiec, ze wyjezdzajac do innego kraju a majac przy tym zawod dosc specyficzny, badz nie znajac za dobrze jezyka, nie jest latwo tak od razu znalezc prace w zawodzie. Moim zdaniem warto wtedy zaczac od czegokolwiek, by nabrac doswiadczenia na rynku pracy, z ludzmi, z jezykiem itd. Potem powoli lub szybko ;) mozemy sie wspinac po kolejnych szczeblach kariery... Ale na poczatek warto nawet robic to, czego sie nie lubi czy nawet nie za bardzo potrafi, bo lepsze jest jakiekolwiek doswiadczenie w nowym kraju niz zadne. Lepiej wpisac w CV ze od do pracowalas w biurze niz ze siedzialas w domu... Namawiam rowniez ludzi w takiej sytuacji by udzielali sie chocby jako woluntariusze i znowu zdobywali jakies doswiadczenie, bo nawet to jest lepsze w oczach potencjalnego pracodawcy, niz brak doswiadczenia.
      Druga rzecz: rozumiem, ze chcialabys byc z dziecmi jak najwiecej i jak najdluzej... i wiem, ze sa kobiety, ktore nie wyobrazaja sobie wrecz zycia poza domem, nie bycia z dziecmi 24 godziny na dobe itd. Ja do takich nie naleze i mam wrazenie, ze Ty tez nie :). Ale oczywiscie bylo mi przykro, gdy mialam zaczac prace podczas gdy moje dziecko wlasnie skonczylo roczek... zal mi bylo, ale z drugiej strony wiedzialam, ze rownie frustrujace byly samotne dni w domu (bylam nowa w tym kraju, malo znajomych itd.) plus tematy wylacznie obracajace sie wokol dziecka... brak rozmow z doroslymi, brak realizacji zawodowej itd.
      Wtedy bardzo pomogla mi ta ksiazka: Kate Figes "LIfe after birth", nie wiem, czy zostalo to przetlumaczone na polski badz wloski, ale moze znasz angielski :). Bardzo polecam!
      Zycze milego dnia i udanej rozmowy :)

      Usuń
    3. Gosianna, mam to szczęscie, że włoski znam dosyć dobrze i dzięki temu nieprzerwanie od 2004 w moim cv nie ma żadnej dziury, bo nawet na kilka dni przed porodem tłumaczyłam konferencje na skajpie, a po dziś dzień mam kilku 'starych' kontrahentów i zdalnie pracuję z domu, między muffinkiem, zupą z marchwi i spacerem :) kontrakty jednak powoli dobiegają końca... jeśli chodzi o wolontariat, to idąc właśnie tym tropem, że najpierw trzeba samemu zainwestować, a potem zbierać plony, rok temu zaczęłam działać w muzycznym stowarzyszeniu non profit, i tam właśnie od października tego roku prowadzę już pierwsze odpłatne zajęcia. a jeśli chodzi o to bycie z dziećmi to jestem mimo wszystko zdania, że ważna jest równowaga. nie, nie jestem typem kury domowej, choć wiem, że na blogu być może taką się wydaję.... teraz jestem na takim etapie mojego życia, że mam dość małe pole manewru, sucha kalkulacja (opiekunki, benzyna na dojazd do pracy, świetlica starszej) jest jasna - wychodziłabym na zero... jutro zobaczę, ponegocjuj, zaproponuję moje warunki, zobaczymy...

      Usuń
    4. A moze wlasnie takie zycie, jakie prowadzisz jest jednak najlepsze dla Ciebie...? Taka wlasnie rownowaga miedzy praca a rodzina i domem. Nie, nie mam wrazenia, ze jestes kura domowa ;), ale ze moze nalezysz do ludzi, ktorzy potrafia pogodzic jedno z drugim w zrownowazony sposob wlasnie :) i ktorzy potrzebuja jednego i drugiego... Mam diwe takie znajome, ktore nawet przy trojce dzieci potrafily sobie swietnie zorganizowac prace jako free lance tudziez prace poza domem i z domu z obowiazkami i przyjemnosciami rodzinnymi :).
      Mnie pewnie byloby trudniej bo nie jestem az tak zdyscyplinowana i zorganizowana.
      Chociaz: jedno mi sie w miare udaje, a mianowicie pracujac na pelnym etacie wynegocjonowalam wczesniej dwa a teraz 1 - 1,5 dnia pracy online z domu :).
      Moze to byloby dla Ciebie dobrym rozwiazaniem, gdybys podjela sie tej pracy z excelami? Albo ewentualnie moze praca na pol etatu wchodzilaby w gre...?
      Tylko nie wiem, czy wypada od razu cos takiego negocjowac, czy lepiej zaczekac az prace dostaniesz i sie w niej dasz poznac jako osoba, na ktorej mozna polegac itd.
      Z drugiej strony, jezeli az tak bardzo Ci na tej pracy do konca nie zalezy, mozesz od razu o takie opcje zapytac, bo i tak nie masz nic do stracenia...
      Przepraszam, jesli sie za bardzo rozpisalam :)

      Usuń
    5. Gosianna, lata doświadczenia nauczyły mnie wielu rzeczy, i to cenię sobie chyba najbardziej, wiem czego chcę, ale też wiem, czego za skarby nie chcę, a to chyba dość dużo. zycie pokazało , że mąż do freelancu się absolutnie nie nadaje i dlatego jesteśmy tu gdzie jesteśmy. stwierdziliśmy, jak pewnie większość par, że to facet zasadniczo ma zarabiać, że to facet jak nie ma roboty stałej i w miarę pewnej schodzi na psychiczne dno, kobiety są o wiele silniejsze, a kobieta owszem, jeśli jest taka mozliwość jak najbardziej, ale na pierwszym miejscu, skoro sie już zdecydowaliśmy - rodzina. dla mnie natomiast otwarty laptop na stole obok rozwałkowanego ciasta na tartę sliwkową, albo rozmowa-tłumaczenie telefoniczne z klientem karmiąc przy tym córę jest jaknajbardziej wykonalne, mało tego, w ogóle mnie taka robota nie męczy, nie czuję, że pracuję. całe lata mając dwie małe córeczki dorabiałam do budżetu rodzinnego tlumacząć po nocach specyfikacje techniczne, ale za to miałam całe przedpoludnia w parku i niekończące się spacery. masz rację. nie mam parcia, więc będę negocjować, bo zawsze warto. a nóź widelec :) tymczasem dałyście mi dziewczyny dzisiaj wiele mądrości, naładowałyście mi na dzisiaj moje akumulatory, dziękuję.....

      Usuń
    6. :))
      Kobiety w ogole sa bardziej multi-tasking :)

      Usuń
    7. ach jakie piękne określenie, anektuję!

      Usuń
    8. Multi-tasking jest dosc popularnym wyrazeniem tu gdzie obecnie zyje (Irlandia) :), zwlaszcza w odneisieniu do matek :), ja do tego wymyslilam jeszcze inne wyrazenie, ktore stosuje gdy szef badz maz czekaja na odpowiedz na ich pytanie, a ja rownoczesnie zastanawiam sie nad paroma innymi rzeczami czy pytaniem dziecka zadanym w tym samym czasie - wtedy mowie: I am multi-thinking! :)

      Usuń
  4. Po pierwsze primo,mam nadzieje ze twoja połowica docenia wkład włozony w zarządzanie dniem waszym powszednim.
    Po drugie primo tudzież secondo, 'to wszystko' wyglądałoby zupełnie inaczej ale niekoniecznie gorzej, kwestia dobrej organizacji.
    Dzieci-szkoła/swietlica/guwernantka/teściowa, kolacja-gotowana dzis na jutro bądz potrawy typu 'makaron w pięć minut',opierunek & robótki ręczne-sobota only,Ona po preliminarnym zapluciu/zaślinieniu/zasikaniu kazdej powierzni płaskiej przyzwycziłaby się. ;) xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Keda, wiem wiem wiem i jeszcze raz wiem, i tego inaczej trochę się boję, ale wiem też, że czasem sama się zapętlam, bo dzieci i pies mają swój genialny system samozachowawczy i dostosowawczy :)

      Usuń
  5. Zostalyby tylko priorytety ;-) Kiedy wpadasz do domu o 20-tej, to najpierw siadasz na podlodze i bawisz sie z dziecmi, po 10 minutach niepostrzezenie wymykasz sie, zeby wstawic gotowana kolacje (no dla wloskich mezow to mus), zastanawiasz sie czy najpierw pralka czy zmywarka, wygrywa pralka, bo jak skonczy grzac wode i zaczyna plukac, mozna wlaczyc zmywarke bez obawy, ze ci korki wywali (3,5 kW). Co pare minut wracasz do dzieci, kolacja, kapiel i wazne rozmowy z dziecmi, bajka na dobranoc przy ktrorej padasz na pysk i Twoje mlodsze 3-letnie dziecko patrzy na Ciebie z politowaniem i mowi: "Mamo jestes zmeczona, idz spac, ja siama pocitam". O pranie ! zgnije do jutra rana, trzeba powiesic ! O 22:30 siadasz na kanapie i po 12 sekundach zasypiasz. Soboty to zakupy, sprzatanie (na szczescie, zwykle pracujac, mozna sobie pozwolic na kogos kto Ci pomoze w grubszych porzadkach 2 razy w tygodniu). Niedziela spacer. Ksiazki do poczytania tylko w pociagu, poczucie, ze od poniedzialku do piatku zyje sie na bezdechu. A potem... Dzieci rosna, madre i uwazne, pranie powiesza, wszystko w domu naprawia, kolacje ugotuja i sie poprzytulaja. Maz tez z czasem, po wielu awanturach, rozumie, ze trzeba pomoc :-)
    Agula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agula, czytam i nie wiem, czy zachęcasz czy zniechęcasz :) dziękuję za mądre słowa uważnej matki, to dla mnie bardzo ważne i cenne... pozdrawiam ciepło Ka

      Usuń
    2. Jak to ujac, to jest "kwadratura kola" :-) Rownowagi nigdy nie mozna zlapac, wszedzie sie widzi braki, w domu bo za malo czasu dla dzieci i w pracy, bo nie zawsze mozna byc dyspozycyjnym tak jak inne bezdzietne kolezanki i koledzy. Ja tez lubie moja prace, a bylam "domowa" przez prawie 11 lat (ze studiami w tle, ale jednak) i wiem, ze ta opcja dla mnie nie jest opcja. Uwazam, ze to wazne, zeby miec niezaleznosc finansowa i prawo do wlasnego swiata, gdzie jest sie postrzeganym troche pod innym katem, to duzo daje mnie osobiscie, ale rowniez dzieciom. Wbrew pozorom, dla dzieci, pracujaca mama jest wazna. Tego w sumie nie bedziesz wiedziala dopoki dzieci nie dorosna. Teraz, z perspektywy czasu (jak wiesz mam jedno dziecko dorosle i jedno prawie) uwazam, ze pomimo bezustannego poczucia winy, udalo mi sie wychowac fajne dzieci (pewnie byly takie juz z natury). Ja tez jestem corka bardzo zapracowanych rodzicow, ale nigdy nie odczulam brakow. Zauwaz jeszcze, ze jesli zostaniecie we Wloszech, to powrot na rynek pracy po 40-ce jest prawie niemozliwy. Trudno cokolwiek powiedziec na ten temat, to bardzo osobiste wybory, nie da sie ukryc, ze praca+ dom+dojazdy sa bardzo stresujaca kombinacja. To konflikty w malzenstwie, dopoki sie nie dotrze rozklad sil, bo wszystko sie zmieni diametralnie. Moja strategia to obracanie wszystkiego w pozytywne aspekty => 4 godz. dojazdow dziennie srodkami lokomocji roznej to 4 godz. dla mnie, na rozmyslania, czytanie i drzemke w drodze powrotnej. Jesli samochodem to sluchanie radio24 => mnostwo ciekawych rzeczy + muzyka, ktora lubisz. Kiedy sie wraca do domu, ma sie poklady cierpliwosci dla wszystkich, bo sie tesknilo i mnostwo rzeczy do opwiedzenia, w koncu przynosisz kawalek Twojego swiata.

      Usuń
    3. dziękuję.... chyba jestesmy podobne, bo ja też staram się patrzeć na wszystko raczej pozytywnie, mój mąż często mi mówi, że nie jestem "coerente", bo raz mówią tak, innnym razem siak, a ja po prostu staram się w każdej sytuacji odnaleźć pozytywy... nasz przyjazd tutaj tak sobie poustawiałam w głowie, że znajomi sami nie mogli uwierzyć, że to mówię...

      Usuń
  6. DC napisalam Ci wczoraj komentarz i tak sobie dzisiaj pomyslalam, ze nie wiem czy jak go przeczytasz nie pomyslisz, ze kolejna ktora wie wszystko...
    Ja mysle, ze Jestes bardzo kreatywna osoba, ktora ma wiele talentow i nie chodzi o to, ze marnujesz je w domu,bo tak naprawde to chyba wykorzystywanie swoich talentow dla dzieci i meza ma najwiekszy sens, bo to ich kochamy a oni nas. Chodzi tylko o to, ze takie mamy niepewne czasy, ze zeby zapewnic sobie i dzieciom bezpieczenstwo finansowe chyba lepiej jest jak dwie osoby pracuja. Tymbardziej, ze wygladasz na bardzo dobrze zorganizowana osobe, ktora moze jeszcze bardziej rozwinie skrzydla pracujac i bedac Mama. Ja gdybym miala wybor zostalabym w domu ale coz nie mam, chociaz i u nas w pracy zmiany zwolnienia.....zniakaja Ci ktorzy wydawali sie niezastapieni i nieykalni...Trzymaj sie L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. L , bez obaw, wcale tak nie pomyślałam, jestem Ci wdzięczna za czas, który poświęcasz na pisanie do mnie, na porady... myślę teraz dość intensywniem kalkuluję, zastanawiam się.... jutro odbędę rozmowę, postaram się ponegocjować godziny, bo to głownie o to tu chodzi.... 11 godzin poza domem to trochę dużo przy dwójce mimo wszystko małych dzieci. ale chce iść na rozmowę, dla satysfakcji, dla rozeznania, nigdy nic nie wiadomo, nie chcę zamykać sobie furtki, nie boję się wyzwań, jestem muzykiem z wykształcenia, ale od kilku dobrych lat z powodzeniem robię tłumaczenia techniczne i czasem moi pracodawcy dziwią się, jak im mówię, że nie jestem inżynierem:)

      Usuń
  7. Jesteś wielozadaniowa =D Ja wypowiem się z perspektywy dziecka wychowanego przez Mamę,która zajmowala się domem.Nie wiem jak wyglądaloby moje życie gdyby wybrala inny scenariusz - mogę tylko przypuszczać,ale wiem w 100% że będę Jej dziękować za to do końca życia za to ,że zajęla się Rodziną ,która tak naprawdę jest wszystkim.Znalazla równowagę i jest spelnioną Kobietą.Jestem jej wdzięczna,że nie pobiegla do pracy gdy z Siostrą bylyśmy jeszcze niemowlakami.To procentuje.Wiem,ze w teraz to luksus,ale jeśli ktoś w tych trudnych czasach ma taką możliwość powinien z niej skorzystać.To co teraz robisz zostanie w Twoich dzieciach na zawsze!
    Milego dnia =D

    Pozdrowienia ze slonecznego Poznania!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Sysia, dziękuję za piękne slowa. Żeby było jasne, dla mnie moja rodzina jest absolutnie wszystkim. To , że tu jestem, że wyjechałam z Polski, sprzedałam wymarzony dom z wymarzonym ogrodem, w którym jeszcze we wrześniu 2010 sadziłam borówkę amerykańską i drzewa owocowe, a w którym ostatecznie nie zamieszkałam, że oddalam skrzętnie budowaną przez 6 lat firmę to właśnie dlatego, że rodzina i jej dobro, harmonia, bycie razem itd było najważniejsze. Sama się o taki wyczyn nie posądzałam, ale w dniu kiedy Mąż wsiadł do czerwonej toyoty i odjechał spod domu zrozumiałam, że nic już nie ma sensu. Jestem tu już półtora roku. Powoli wychadzam ścieżki w zawodzie czyt. zajęcia muzyczno-językowe, granie itepe + tłumaczenia, targi (zawsze była dwutorowa:) Droga powolna, mozolna, ale powoli odchowują dzieci. Starsza ma już 6 lat i znika na całe dnie. Młodsza już 2,6. Za chwilę, za moment będzie przedszkole i wiele się zmieni, bo z pewnością nie będę siedzieć 8,5 godziny w domu i szydełkować tudzież robić muffinki i zupki. teraz delektuję się tym, czasem marudząc wam na blogu, ale generalnie doceniam każdą sekundę spędzoną z dziećmi i choć nie jestem matką typu 'siadam w pokoju i bawię się godzinami', wolę spacery, wypady na miasto, ruch, improwizowane odwiedziny u koleżanki lub zaproszenie kogoś do nas na obiad, odwiedziny w bibliotece, to jednak jestem absolutnie zdania, że matka to matka i nic jej nie zastąpi. to ja odbieram moje dziecko ze szkoły, ja je zaprowadzam. ja robię podwieczorek. a finanse... cóż... im więcej zarabiamy tym więcej wydajemy, to fakt bezprzeczny, przerabiałam już to nie raz. pracujesz - jesz na mieście, kupujesz więcej gotowych dań, mnie gotujesz w domu, więcej rzeczy wyrzucasz itd narazie nie przymieramy glodem, więc sprawa nie jest podbramkowa.... nie będę robic niczego ponad moje czyt nasze siły...

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem,że Rodzina jest dla Ciebie priorytetem - latwo to wyczuć czytając Twoje posty.nie chcialam żebyś mnie źle zrozumiala,chcialam tylko rzucić spojrzenie na tą kwestię z innej strony.Podziwiam Cię za to co robisz jak i za to co zrobilaś.Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją familię =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sysia, nie zrozumiałam Cię źle :) pięknie opisałaś właśnie to Twoje spojrzenie, mam nadzieję, że moje córy też kiedy to komuś tak opiszą, pomimo moich częstych wrzasków. ja rozpisałam się tak w pewnym sensie tłumacząc się sama przed sobą, to terapeutyczne:)

      Usuń
  10. Zaganiana z Ciebie kobieta, doskonale Cię rozumiem i powiem Ci, nie mam dzieci, ale jak znikałam do pracy na 12 godzin to mi mieszkanko pająkami zarosło i zapomniałam jak działa kuchenka gazowa:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaa, też miałam kiedyś taki etap:)

      Usuń
  11. Hej!
    Trafiłam przypadkiem, ślicznie tu u Ciebie.
    I tak ciepło, przytulnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam witam:) dziękuję za miłę słowa, położę ekipę, zaparzę herbatę i zajrzę też do Ciebie :)

      Usuń