środa, 5 września 2012

Non conviene....

Od jutra ma wrócić lato. Trzymam tych wszystkich telewizyjnych pajaców za słowo. Środa. Dzieci śpią. Mąż już za drzwiami. Projekt na dziś - zakupy. Sensowne i przemyślane zakupy. Nie mamy nic. Chodzimy głodni. Starsza płacze, że nie te ciasteczka i że w takim razie to ona w ogóle nie będzie jeść śniadania i już. Młodsza w ogóle zlewa jedzenie. Ratują ją co i rusz wpałaszowywane kawałki parmezanu. Wszystko rozregulowane. Nawet papier toaletowy się skończył! Ratunku!!! W poniedziałek odbyło się zebranie, takie organizacyjno-dezorganizujące. Wyszłam trochę, jakby to powiedzieć, zbita z tropu. Z ożywionej dyskusji kilku artystyczno-pedagogicznych dusz, które stoją przed naborem uczniów na kolejny rok nauki (Boże.... skąd ja to znam.... co roku było to samo....) wynika, że nie da się... po prostu nie da się. Ja o reklamie, fb, żeby rozkręcić, że "passaparola" czyli podaj dalej. Oni - nie, nie możemy, bo formalnie to my tylko tu prywatnie uczymy, bo gdyby zrobić z tego szkołę, to podatki, partita iva (równoznaczne z otwarciem dg), a wtedy podatki, księgowy, zusy. Nie opłaca się! Non conviene! Assolutamente no!!! No zeżrą nas. Lepiej każdy w pojedynkę, na własne konto, z blankiecikiem rachuneczków... Taaaa... Wszyscy wszędzie trąbią o mandatach. Policja finansowa może być wszędzie. Za rogiem, na twoim fb, a nawet w porannym espresso...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz