sobota, 29 września 2012

Czasem mi się zdarza

Niektóre dni, niektóre przedpołudnia, dopołudnia, albo wieczory chciałoby się wyciąć. Albo chociaż móc cofnąć, żeby naprawić... Zdarza mi się, rzadko, ale jednak tak, że zupełnie jak nastolatka sama do siebie dzwonię, żeby wywołać zazdrość, wychodzę niby z domu, siadam na klatce schodowej i liczę na to, że dostanę w esemesie jakieś czułe "wróć". Jemu to się jednak nigdy nie zdarza...

piątek, 28 września 2012

Komplementy

Wieczór. Suszymy włosy. Młodsza próbuje skołtunić, to co ja z wielkim wysiłkiem rozczesuję. Starsza do Młodszej: Ej, weź się tak nie ruszaj. Naprawdę w tych włoskach wyglądasz jak superstar!

No to strajkujemy

Mąż nie poszedł dzisiaj do pracy. Myślę sobie - super! Starsza dziś ma do 16.30. Wstaniemy, wypijemy kawkę i fru na miasto, zakupy, może jakieś tekstylia, może mebel, może wreszcie znajdziemy kanapę na poddasze. W końcu w przyszłym tygodniu przylatuje brat, a potem przyjeżdżają rodzice. Z wielkim entuzjazmem podzieliłam się moim piątkowym porannym pomysłem, a w odpowiedzi dostałam kolokwialnie mówiąc tak zwanego wała. I w ten o to sposób ja też ogłosiłam dziś strajk. Właśnie wylizuję słoik nutelli w wersji 750 g + 75 g gratis, zaliczyłam poobiednią drzemkę w wersji "ja sama", a za chwilę wychodzę na samotny spacer...

czwartek, 27 września 2012

Zakaz wstępu

Starsza wczoraj powiesiła taki oto rysunek na drzwiach swojego pokoju. Tym samym oficjalnie zakazała nam wstępu, gdy jesteśmy zezłoszczeni...

środa, 26 września 2012

Łososiowa torebka

- Mamo, dlaczego nie ubrałaś tych ślicznych niebieskich butków? - Bo widzisz, te pasują mi do torebki i bluzki, są w różowo-zielone kwiatuszki, torebka jest różowa, a bluzka zielona. - Mamo, ale ta torebka wcale nie jest różowa. - A niby jaka? - Rybowa.

Kosmitą jestem

Ułożona, przewidywalna, poukładana w kostkę i precyzyjnie wyprasowa codzienność sprawia, że nie odczuwamy większej potrzeby zawierania nowych znajomości. Znam to uczucie doskonale. Gdy jestem w domu rodzinnym wszystkich, których potrzebuję tak naprawdę mam w telefonie. Wystarczy nacisnąć zieloną słuchawkę i jest. Kawa, pogaduszka, ramię do wypłakania, lekarz, ten od zębów, ten od żył, od spraw kobiecych, ktoś do dzieci, ktoś od grilla, ktoś od shoppingu. Nie zwracam większej uwagi na kobietę na przystanku, kolejną matkę-polkę opartą o huśtawkę, czy miłą dziewczynę przy stoliku obok. No bo i po co? Gdy człowiek ląduje na nowym gruncie, jest jak Najsztubowy kosmita na nowej planecie. Tutaj chłonę każde przychylne spojrzenie. Każde skinięcie ręką jest dla mnie zaproszeniem do rozmowy, a każda niemalże rozmowa może skończyć się zaproszeniem na kawę, podwieczorek, a nawet na wspólną kolację, najlepiej przy taki dużym stole, jak w restauracji Charlotte. Cristina przyjdzie już jutro. Claudię podrzuci zaraz po szkole. Zjemy razem z dziewczynkami jakiś tam obiad. Ze starszym synem musi trochę posiedzieć przy lekcjach, więc wpadnie dopiero na ciasto ze śliwkami. Giovanni podobno bardzo lubi fortepian. Mam sprawdzić jego predyspozycje. Patrzę na Cristinę i widzę dojrzałą, ale całkowicie rozedrganą kobietę. Macierzyństwa uczy się od lipca. Codziennie czegoś zapomina. Wczoraj kanapki, dziś zeszytu nutowego. Narazie zna tu tylko mnie. Wymieniamy się chciwie numerami telefonów. Wymieniamy się zaufaniem. Dla takich momentów lubię być kosmitą...

wtorek, 25 września 2012

Warzywa

Dzieci, gdy rysują, mają taki niewymuszony styl.

Blogowanie a życie

Kilka dni temu, przy okazji mojej pierwszej blogowej rocznicy zadałam sobie pytanie "co życie blogowe zmieniło w moim życiu?. W zasadzie to poza tym, że siedzę na kanapie i podżeram krem groszkowy Hani Lis, oglądając 20m2 z Najsztubem i zerkając, czy rośnie ciasto na czosnkowe babeczki... to absolutnie nic!

poniedziałek, 24 września 2012

Próba

Wypić drugą kawę czy nie wypić? Trząść się jak osika czy słaniać po nieprzespanej nocy? Dziś mój kolejny włoski debiut. Lekcje otwarte dla dzieci. Mały sprawdzian. Mam pietra. Robiłam to do tej pory w Polsce, całe lata. "Wyhodowałam" nawet kilku fajnych muzyków :). Ale to nie to samo. Tu językiem głównym będzie włoski. To takie moje małe "być albo nie być", bo od tych zajęć zależy w pewnym sensie ilość przyszłych kursantów, no i to czy będę mieć na waciki czy nie. Na szczęście nie jestem "typem industrialnym". Nigdy nie byłam. Może być garstka, byleby była atmosfera i to coś, co zawsze przyprawiało mnie o dreszcz emocji i po latach łezkę w oku. Rozśpiewane, radosne buzie. A ja dam z siebie wszystko!

niedziela, 23 września 2012

Pani kardiochirurg nadjeżdża...

"(...) Siedzę już w pociągu, dzięki ogromne! Cudownie spędzić czas z wami, zwłaszcza, że wasze szczęście się udziela!(..)", że zacytuję naszego dzisiejszego spontanicznego gościa...

sobota, 22 września 2012

Domówka

Domówki są fajne. Dzisiejsze święto Starszej przejdzie do historii. W katalogu imprez i wydarzeń wszelakich zakoduję je jako to niezwykle udane. Narobiłam się jak wół, bezsprzecznie. Nogi odmawiają posłuszeństwa. Sałatek było ze sto. Etat z nadgodzinami spędzony w kuchni, z dwójką małych dzieci i mężem z bólami krzyża to istny wyścig z czasem. Nie obyło się bez niespodzianek. Wymarzony tort z nutellą stwardniał w czasie pieczenie tak bardzo, że podczas imprezy obstawialiśmy co z niego lepiej zrobić, czy zegar naścienny, czy dysk do rzucania na boisku. Tort awaryjny zrobiony z resztek miał takie rozmiary, że przy podziale zamiast mówić "kto chce kawałek?" wołałam "kto chce tortowe tapaz?". Jestem z siebie dumna. Tak po prostu. Dzieci szalały. Śpiewały. Tańczyły. Skakały na łóżku. Na koniec zrobiłam im mały fortepianowy konkurs muzyczny i kompletnie oczarowane słuchały muzyki z różnych bajek. Nie spodziewały się chyba, że "mama Z." tak potrafi... Na poddasze co i rusz zaglądali zaciekawieni rodzice. Ach, jak to dobrze gdy życie towarzystkie tętni. Gdy ma się kogo zaprosić, dla kogo przygotować kolację. Jutro nowy dzień. I spotkanie. Miłe. Dobranoc

piątek, 21 września 2012

Nic takiego, to tylko blog

22:01, wszyscy śpią. Jedni zakatarzeni pierwszym wrześniowym wiatrem, drudzy obolali po nagłym napadzie kolki nerkowej. Cóż za dzień... Bywają i takie. Usiadłam. Zatem jeszcze zdążę. Dziś mija rok. Mój blogowy rok. Dziekuję wszystkim za podczytywanie. Dziękuję za komentowanie. Dziękuję za blogowe wsparcie, poparcie, czasem komplementy, entuzjazm. I choć nikogo (poza jednym jedynym wyjątkiem) nie znam osobiście, to często o wielu osobach rozmyślam przed zaśnięciem... Dobranoc.

czwartek, 20 września 2012

Słoneczno-ucierany poranek

Słońce. Niebo. Spokój. Równowaga. Uśmiech. Przytulanie. Ciepła herbata. Ciasto ucierane wieczorem, tak pyszne, że zniknęło w mgnieniu oka.Zapach ogniska. Taki jest mój dzisiejszy poranek....

środa, 19 września 2012

Emilia Romagna dziś popłakuje

Trochę nieudana torta di riso. Zbyt cieńka. Zbyt cytrynowa. Nie ma się tu czym chwalić... Pełna lodówka zakupów. Głowa pełna planów. Za oknem łza za łzą obijają się o blaszany parapet. Dziś nie jest dobrze....

wtorek, 18 września 2012

Zwalić z nóg

W sobotę robimy domówkę Urodziny starszej będą dobrym pretekstem do spotkania. Lubię spotkania. Lubię organizować. Szukam przepisów na sprawdzone sałatki, którymi włoskich gości powalę na nogi... Ktoś ma jakiś patent?

poniedziałek, 17 września 2012

Pochwała rzeczywistości

Pierwszy dzień włoskiej szkoły. Dziś rano zakręciła mi się łezka w oku. Sześć lat. Jak z bicza strzelił. Bywa różnie, ale gdy dziecko znika nagle matce z pola widzenia, to przez moment ma się takie dziwne poczucie osierocenia... Młodsza wróciła do swojego rytmu sprzed wakacji. Po prawie 4 miesiącach, bez smoczka, zapadła punktualnie w poobiednią drzemkę. Ja włączam funkcję RADIO i odpoczywam. Powoli wychodzimy definitywnie z pudeł i kartonów. W tym tygodniu przyjeżdża czarna cyfrowa YAMAHA... W naszym nowym gniazdku powoli wszystko zaczyna mieć swoje miejsce, nawet moje potrzeby...

czwartek, 13 września 2012

Jesień

Lubię takie dni. Lubię włoską jesień. Bo nie jest drastyczna. Bo nie jest taka od razu. Nie od razu pada. Nie od razu wieje i nie od razu jest zimno. Lubię taką pogodę na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Nie mam wtedy wyrzutów, że zamiast wietrzyć dzieciaki skaczę z taboretu na taboret i myję zakurzone pustynnym piaskiem okna. Mniej potu, mniej zmęczenia, rzeźkie powietrze. Lubię być rzeźka...

środa, 12 września 2012

Wrześniowo

Jeszcze chwila. Jeszcze moment. Utknęłam gdzieś między koszykami garderoby algot a rozszypanymi w kuchnio-jadalni patyczkami do liczenia. Starsza nie je, nie pije, tylko testuje wszystkie kredki i mazaki. W przyszły poniedziałek zaczynamy przygodę z włoskim systemem edukacji. Zaczyna - MY !

niedziela, 9 września 2012

Pierwsza sobota miesiąca...

Jeśli mąż i żona potrafią po całym dniu spędzonym z dwójką dzieci w ikei zrobić wieczorem wspólną grecko-włoską kolację, wykąpać i uśpić bezkolizyjnie potomwstwo, a potem usiąść pod gwiazdami na balkonie przy buteleczce chianti, zapalonych lampionach, z delikatną muzyką barokową w tle i nadal zaskoczyć się wzajemnie w sypialni to chyba nie jest jeszcze z nimi aż tak źle...

czwartek, 6 września 2012

Myśli wieczorne

Czasem, gdy człowiek pada wieczorem na pysk, gdy gryzą komary, gdy cuchnie cebula i boli ząb, miło poprzeglądać zdjęcia z wakacyjnego wieczornego wyskoku na miasto!

Dzisiaj chcę...

Dzisiaj chcę iść do pracy. Chcę włożyć myszo-szarą garsonkę i wsłuchiwać się w tupot własnych szpilek. Chcę wyjść z domu i wrócić po 10 godzinach mordęgi. Chcę znowu zobaczyć rozmytą ostatnio granicę miedzy tygodniem a weekendem. Na myśl o kolejnym długim roku z dzieckiem w domu drży mi prawa powieka. Minęły zaledwie 4 dni od naszego powrotu i znów dopada mnie zmęczenie. Niemoc. Kipię od pretensji do samej siebie. Rutyna mnie odmóżdża. Trasa kierunek gary-stół-lodówka-łazienka brzmi dzisiaj jak skazanie. Mam takie dni i nic na to nie poradzę...

środa, 5 września 2012

Una passo avanti czyli kolejny krok do przodu

Sprawa warta odnotowania. Dzisiaj moi mili, wszem i wobec ogłaszam to radośnie, wkroczyłam, chyba, w nowy etap zarządzania dziećmi na zakupach. Wyszłam ze sklepu i nie ociekałam potem. Nie miałam drżących rąk, z których prawie zawsze wypadała wózkowa moneta. Dziewczyny miały swoje plastikowe rękawiczki i woreczki, ważyły, naklejały ceny, wkładały do wózka, potem układały na taśmie i pakowały do reklamówek. Na koniec tej bajki wniosłyśmy wspólnie wszystko do domu. Świat oszalał! Dzieci rosną!

Non conviene....

Od jutra ma wrócić lato. Trzymam tych wszystkich telewizyjnych pajaców za słowo. Środa. Dzieci śpią. Mąż już za drzwiami. Projekt na dziś - zakupy. Sensowne i przemyślane zakupy. Nie mamy nic. Chodzimy głodni. Starsza płacze, że nie te ciasteczka i że w takim razie to ona w ogóle nie będzie jeść śniadania i już. Młodsza w ogóle zlewa jedzenie. Ratują ją co i rusz wpałaszowywane kawałki parmezanu. Wszystko rozregulowane. Nawet papier toaletowy się skończył! Ratunku!!! W poniedziałek odbyło się zebranie, takie organizacyjno-dezorganizujące. Wyszłam trochę, jakby to powiedzieć, zbita z tropu. Z ożywionej dyskusji kilku artystyczno-pedagogicznych dusz, które stoją przed naborem uczniów na kolejny rok nauki (Boże.... skąd ja to znam.... co roku było to samo....) wynika, że nie da się... po prostu nie da się. Ja o reklamie, fb, żeby rozkręcić, że "passaparola" czyli podaj dalej. Oni - nie, nie możemy, bo formalnie to my tylko tu prywatnie uczymy, bo gdyby zrobić z tego szkołę, to podatki, partita iva (równoznaczne z otwarciem dg), a wtedy podatki, księgowy, zusy. Nie opłaca się! Non conviene! Assolutamente no!!! No zeżrą nas. Lepiej każdy w pojedynkę, na własne konto, z blankiecikiem rachuneczków... Taaaa... Wszyscy wszędzie trąbią o mandatach. Policja finansowa może być wszędzie. Za rogiem, na twoim fb, a nawet w porannym espresso...

poniedziałek, 3 września 2012

Ritorno alla realta'

czyli powrót do rzeczywistości. A rzeczywistość okazała się deszczowo-burzowa, zakurzona po trzymiesięcznej nieobecności, pełna pajęczyn i białego osadu na naczyniach. Zbyt długo mnie nie było. Na tyle długo, że nie pamiętałam nawet gdzie trzymam podręczne nożyczki, a po domu porusszałam się z ciekawością małego dziecko, które pełne emocji wchodzi po raz pierwszy w życiu na strych babci. Zbyt długo. Ogarnęłam wszystko kosztem niedzielngo spaceru. I jestem. Znów przy mojej porannej kawie. Przy moim stoliku. Patrzę na mój kredens. Wzdycham do kilku sztuk zieleniących się badyli ocalałych cudem od upiornych upałów. Jestem. Chcę czy nie chcę. No co ty, przecież Włochy to taki piękny kraj. Taaaaa.... Piękny. Jest kilka rzeczy, które chcę wyprostować w tym nowym roku. To niesamowite, ale dla mnie rok zaczyna się we wrześniu. Mam 32 lata i cały czas w głowie rok według cyklu szkolnego. Taaa....