środa, 23 maja 2012

Starsza wypasiona kulturalnie na popisie uczniów klasy fortepianu i wiolonczeli. Trochę mi było niezręcznie, bo na koncercie nagle poczułam zapach wędzonego łososia, którego ze szczególną uwagą rozgniatałam dla Młodszej na kolację... Niespodziewanie ciepły wieczór zachęcił nas do zatrzymania się w centrum na kawę i sok. Starsza bardzo to lubi. Krótki telefon kontrolny. Nie, nie śpi, ale panuje nad sytuacją. Okej, zostajemy, zamawiamy, siadamy na dworze. Słowo daję, daję Młodszej jeszcze rok na ogarnięcie manier i wyjście na prostą. To takie fajne i lekkie uczucie usiąść przy stole z córką...

4 komentarze:

  1. Dlugo zastanawialm sie co jest na pierwszym zdjeciu :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. znaczy co zrobił ten łosoś?:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Foksal, lubię Cię, wiesz... łososia rozgniatałam palcami, żeby nie było ości... więc mówiąc bez żadnych opisów i metafor - śmierdziały mi ręce :)

    OdpowiedzUsuń