sobota, 26 maja 2012

Sobotnia trauma

Sobota w moim domu zawsze oznaczała sprzątanie. Znienawidzone. I może dlatego tak bardzo tego unikam. Porządki amortyzuję gdzieś w trakcie, między poniedziałkiem a piątkiem. Mąż wczoraj jednak zagadał... - Wiesz, jednej rzeczy to ty jednak nie potrafisz robić... - ???. Zamarłam. Tak przy dzieciach? - Choćbyś nie wiem jak się starała nie wychodzi Ci to i basta... - ???. Czuję jak płonę na twarzy... - Ale nie martw się. Ja też nie potrafię prasować... I tak oto dzisiaj wyprasowałam wszystkie wyprane ubranka dziewczynek. Ułożyłam na kupce i uzmysłowiłam sobie, dlaczego tak często Młodszą biorą za chłopczyka... Poza tym jest Chianti, jest owcze pecorino, jest formaggio di fossa, a przed północą do powieszenia jeszcze drugie pranie. Gdzieś pomiędzy...

4 komentarze:

  1. Ja tez tak mialam. Sobota - koszenie trawy, sprzatanie, mycie okien, pranie...trauma? Czy ja wiem, raczej poczucie winy teraz kiedy tego nie robie, a potem budze sie w niedziele i zupelnie jej nie czuje. Tak jak wczoraj. I zla jestem na siebie, ze sil mi na to wszystko nie starczylo w sobote. Nie bylo zapachu floral fiest i ciasta i tak byle jak chociaz opalone z corka jestesmy. Lubie prasowanie, ale w moim przypadku to luksus, na ktory nie zawsze moge sobie pozwolic z braku czasu. Magda Molek, ktorej nie lubie, bo jest zbyt perfeckyjna powiedziala kiedys, ze prasowanie to dodawanie rzeczom godnosci. Cos w tym jest, bo inaczej wygladaja. Znowu zaczyna sie tydzien...Pozdrawiam z bardzo, wyjatkowo wrecz slonecznej Szkocji

    OdpowiedzUsuń
  2. a moja mama podczas ostatniego przyjazdu, gdy słałam łóżko niewyprasowaną pościelą spojrzała na mnie z uśmiechem i powiedziała " do tego też dorośniesz"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, moja tez ukladala, wyprasowane podkoszulki kolorami. Wygladalo tak profesjonalnie. A z posciela to w Polsce krochmalilam i oddawalam do magla. Tutaj chyba by mnie wysmiali a dzieci zaczely szukac roztoczy. DC nie wiem jak to napisac, ale mam dylemat. Ciekawe co Ty o tym sadzisz, bedzie dlugo ale Czasami zla jestem na siebie. Nie wiem do konca czy potrzebnie, czy mam racje, czy to, na co jestem zla, ma sens. Chodzi o to, ze bardzo czesto umniejszam znaczenie tego, co robie. O ile to nie jest cos, co ma w jakis sposob wplyw na innych ludzi (pozytywny). Czasami dziewczyny zrobia ( nie umniejszajac) kurs kosmetyczny a potrafia z tego zrobic cos, co w mniemaniu innych bedzie osignieciem zycia nawet bedac bardzo mierna kosmetyczka. Urodza dziecko ( nie umniejszajac) a wszyscy wokolo maja wrazenie, ze to jeszcze wiekszy sukces.BO JEST!! Ja mam trojke raczej dobrze wychowanych ale traktuje to, jak cos zupelnie normalnego. Zapewne, nawet jezeli skoncze swoj doktorat, to i tak nie bede z tego robila wiekszego sukcesu, niz upieczenie dobrego ciasta czekoladowego. I moze to jest wlasnie blad, bo w jakims stopniu to my sami kreujemy to, jak jestesmy postrzegani. A ja sie nie kreuje. I moze to blad. I wlasnie o to jestem zla na siebie. Nie wiem, czy slusznie. Jestem szczesliwa, mam to co chce. Predzej czy pozniej zawsze mam to co chce. Ze zdumieniem wrecz patrze na swoja konsekwencje w dazeniu do celu i swoja skutecznosc o jaka chyba nawet ja sama siebie bym nie podejrzewala. I moze dlatego,czesto ze spokojem i brakiem stresu mowie" Uwielbiam byc kura domowa" uwielbiam byc w domu, sprzatac prac i sadzic kwiatki, bo wiem, ze jest tez gdzies druga czesc mojego zycia. Ta, w ktorej robie cos pozytecznego dla innych i dla siebie. A skad sie to mi dzisiaj wzielo? Bo weszlam na strone dziewczyny, ktora tak sie wykreowala, ze ja sama bym Ja "kupila" z zamknietymi oczami......gdybym w ostatnim momencie nie uswiadomila sobie, ze przeciez ja znam. Ale ludzie kupuja. Wiec, mam dylemat, ze moze warto sie czasem sprzedac....nie chowac swoich zawodowych sukcesow za ciastem czekoladowym.....Powiedziec innym "Jestem w tym dobra!" Wpisac sie na linkedIn, odwiesic strone interenetowa, wypisac studia i prace, konferencje i sukcesy a nie tylko szarlotka, owsianka i sernik nz zimno. No nie wiem .....Moze w dzisiejszych czasach trzeba sie promowac. Inaczej nikt nie docenia tych naszych szrlotek, prasowania i zapachu w domu. No nie wiem..sorry za taki dlugi komentarz, w koncu to Twoj blog.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lidka, po pierwsze jesteś wielką szczęściarą i trzymaj mocno to swoje szczęście! trzymaj się go kurczowo! Po drugie, "dobre opakowanie" to połowa sukcesu... ale pytanie, tobie jest ono potrzebne? z tego co czytam to nie... więc po co się zastanawiać i tracić energię... w podstawówce i liceum robimy wiele pod pobliczkę, dla innych, żeby mieć przyjaciój, żeby nie być przysłowiowym brzydkim kaczątkiem, na studiach ewoluujemy, poznajemy nietuzinkowych ludzi, doceniamy niecodzienność, w życiu dorosłym otoczenie nam zwisa i powiewa, liczą się najbliźsi, ich życie, i zdrowie, na co dzień powtarzamy truizmy, za które w liceum pewnie by nas wyśmiano... ja to tak właśnie widzę.... w głowie czasem coś mi buzuje, chciałoby sie więcej, inaczej, lepiej, żeby zaklaskali ... potem wracam do domu, i tak jak dziś po szczepionce gdy Starsza mi z zapłakanymi oczami mówi "Mamusi, cierpię", rzucam wszystko i siadam przy niej i tulę, bo to jest cały mój dzisiejszy świat.... jestem jednak zdania, że w życiu potrzebna jest równowaga. dom? jasne, ok, oczywiście... dzieci? jak najbardziej? czemu nie? ale nie oszukuję się, że moje życie to tylko to... miesiące zimowe dały mi w kość... wiedziałam, że jak czegos nie znajdę wywiozą mnie do włoskich czubków...


    ps. zdjęcie wyprasowanych ubranek zrobiłam sobie na pamiątkę, dla siebie samej, bo pewnie prędko mi się to ponownie nie przydarzy...

    ps. 1, ale nieskładny ten komentarz...

    OdpowiedzUsuń