niedziela, 13 maja 2012

Równowaga w przyrodzie być musi. Piątek zafundował nam doznania natury artystycznej. Wczorajszy dzień natomiast minął pod hasłem sportu i świeżego majowego powietrza.
Starsza brała udział w zawodach z lekkoatletyki. Brakowało tylko słynnego utworu granego podczas olimpiady w Calgary (oczami wyobraźni widzę ósme piętro bloku, meblościankę, komin kopalni, moje dzieciństwo...) . Latałam po trawie jak opętana, pstrykałam zdjęcia, obcierałam spływające po policzku łzy. Boże, to moje dziecko skacze o tyczce, to moje dziecko biegnie w sztafecie. Półtorej godziny wykańczających rozgrywek. Młodsza zaparkowana tymczasowo w piaskownicy.
A potem obiecana wycieczka do miasteczka z okwieconymi balkonami. Santarcangelo di Romagna. Mało znane. Mało odwiedzane. Bo turyści wolą niedalekie Rimini lub majestatyczne San Marino. A ja na San Marino wolę patrzeć z boku, z oddali...
Zamiast standardowej piadiny tym razem zamówiliśmy rożek z zasmażanymi różnymi rodzajami kwiatów. Uczta dla podniebienia. Potem koniecznie spacer. Jako chyba jedyni tego dnia nie zakończyliśmy zwiedzania miasteczka na poziomie restauracji. Koniecznie chcieliśmy dotrzeć do wieży z zegarem i zamku. Kto ma córeczki w wieku mniej więcej 5 lat wie, jak ważne są zamki, balkoniki i inne romatyczne akcesoria. Kolejny dzień z rzędu wracamy około północy. Kolejny dzień z rzędu myję dzieci nad ranem. Korzystam z życia. Rytm nabija mi termometr... Do Santarcangelo wrócę. Z pewnością. Uwielbiam miasta średniowieczne, niepoukładnane, zawiłe, chaotyczne, a jednak przemyślane...

1 komentarz:

  1. Nie ma to jak odkrywanie miejsc niezadeptanych :). Bo turyści nie tyle wolą, co nie wiedzą. Mają mało czasu na zwiedzanie i biegają po najbardziej znanych miejscach. Przez to mijają prawdziwe perełki, jak Fumone niedaleko nas.
    Bardzo fajnie te zestawienia zdjęciowe.

    OdpowiedzUsuń