środa, 23 maja 2012

Przesrane...

Bardzo lubię Włochów. Są generalnie dość mili. Przystępni i dyspozycyjni. A już jak się pojawiam z Młodszą i jej blond loczkami rozpływa się przeważnie pół sklepu. Dziś jednak puściły mi nerwy. Przeważnie nawet jeśli coś mi się nie zgadza podczas zakupów przy kasie, sprawdzam spokojnie rachunek w aucie. Jestem dość skrupulatna i zwykle wiem, jakiej kwoty się spodziewać. Zwykle okazuje się, że jakaś promocja jest nieaktualna. Macham ręką i jadę dalej. Ale dziś nie mogłam popuścić. Młodsza przy kasie wrzuciła mi na taśmę krem przeciwzmarszczkowy. I nie o te zmarszczki tu chodzi, bo pewnie i by mi się taki przydał, koniec końców nie mam już dwudziestu lat, ale o to, że krem miał wartość jednej czwartej moich zakupów. Płacę i pakuję. Ale to nie moje proszę pani. Proszę sprawdzić. Nie, zapłaciła Pani za niego. Ale ja go nie chcę. To pomyłka. Być może córka wrzuciła na taśmę. Proszę cofnąć ten produkt. Nie da się. Jak to się nie da? Mogę Pani tylko dać bon zakupowy. Ale ja nie chcę żadnego bonu. Ja chcę zwrot gotówki. Przecież mam takie prawo jako konsument. U nas nie ma zwrotów gotówki. Jak to nie ma. Przecież to chyba jakieś ogólnoeuropejskie prawo konsumenta. Czy mogłabym rozmawiać z szefem sklepu. Ja jestem szefem tego sklepu i powtarzam Pani, że w moich sklepach gotówki nie zwracamy. Ale przecież ja nawet nie odeszłam od kasy. A gdyby córka wrzuciła perfumy za 100 euro... przecież to absurd. W sklepie zaczyna wrzeć. Ludzie przy kasie się niecierpliwią. Moja do tej pory "bella bambina" stała się nagle niegrzecznym bachorem, który biega po sklepie i nie pozwala matce zrobić spokojnie zakupów. Okej. Wracam do sklepu i za krem przeciwzmarszczkowy kupuję cały zestaw pampersów. Przesrane...

4 komentarze:

  1. A moi chlopcy jak byli mali to bawili sie skanerem przy kasie i odkladali to co zeskanowali,bo chodzilo im o ten smieszny dzwiek przy kasie. Nie wiem sama za ile gum do zucia czy rzeczy zaplacilam zanim sie zorientowalam w ich "zabawie". A co do Wlochow to dlatego, ze ich uwielbiam to w kategoraich humoru zawsze mysle o kawie na Sycylii tej samej z tym samym kawalkiem ciasta,ktore codziennie mialy inna cene, albo o benzynie za 50 Euro, ktorej mozna bylo wlac do baku tylko za 30 ale zaplacilam za 50, bo....slowo sie rzeklo...chcialm za 50:) I tak ich uwielbiamy z moja rodzina i chociaz gdzies jest taniej i slonce tez piekne, to jednak Oni sa wyjatkowi. Juz nie moge sie doczekac tych kilku dni w Toskanii. Tego ciepla i slonca i muzyki z radia tylko wloskiej i smaku i zapachu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bym się wkurzyła, oj bardzo. U nas w barze ten sam zestaw śniadaniowy również kosztuje codziennie inaczej, to się jednak da racjonalnie wytłumaczyć, cana zależy od kelnera;) Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj, jak ja rozumiem to przegrzanie. W rzymskim Mediaworld kupiliśmy mikser w promocji. Przy kasie skaner odczytał starą cenę, o 10 euro wyższą. Po godzinie spacerów od jednej pani do drugiej, dostaliśmy pozwolenie na zwrot gotówki. Ale gotówki nie dostaliśmy, gdyż zapłaciliśmy kartą kredytową.

    OdpowiedzUsuń
  4. taaaa, mój mąż, będąc lektorem języka włoskiego w pl zawsze powtarzał swoim uczniom, że najważniejszy czasownik we włoskim to .... fregare

    OdpowiedzUsuń