czwartek, 3 maja 2012

Mydło i powidło

Blog spełnił swoją funkcję. Muszę przyznać. Regularne, codziennie, czasem dość gęste wylewanie goryczy pomogło. Razem z wiosną przyszła nowa ja. Przeprowadzka i słoneczna pogoda. Pierwsze takie nasze miejsce na ziemi jak do tej pory. Chwilo trwaj! Jeszcze tylko 4 tygodnie i wyjeżdżam z dziewczynkami nad morze. A potem dwa miesiące na polskiej wsi. Znowu będzie niezmierna tęsknota. Jak rok temu, gdy tak pochopnie pojechałam już w maju, a wróciłam dopiero w sierpniu. Ale te wakacje będą inne. Inaczej będę patrzeć na emaliowe garnki, stare wiklinowe kosze, spękane wykrzywione krzesła i odrapane obrazy z myśliwym i zającem. To będzie. A teraz żyję chwilą. Młodsza śpi po zabawie w daleką podróż w wiklinowym koszyku. Bakłażany czekają na farsz, a indyk delikatnie skwierczy i się lekko zabrązawia. Jutro przedostatnia próba przed koncertem. Mam w nim swój dość spory udział. Przed próbą mały wywiad do lokalnej gazety, przy kawce, w barze obok. Nic ważnego. Jedna z przedszkolnych babć prowadzi rubrykę o cudzoziemncach. Poprosiła. Czemu nie. Dom. Dom cieszy nas niezmiernie. I choć nadal śpimy na materacach, bo przez szkody jakie wyrządziło początkowe zalanie niestety będą nam zrywać parkiet i prawdopodobnie malować niektóre pomieszczenia, to jednak od przeprowadzaki zmieniła się jakość naszego życia. Trudno mi to dookreślić. Jest jasno, słonecznie, po naszemu, tak jak chcemy. Czuję się, szczególnie teraz gdy jest ciepło, jakbym była w jakimś wakacyjnym wynajętym mieszkaniu.
Oczywiście zaraziłam się juz kompletnie wybielaniem i poszarzaniem ciemnych dodatków i akcesoriów. Tu naścienna skrzyneczka na klucze kupiona podczas ostatniego weekendu na południu Włoch za całe 5 euro.
Uczę się pielęgnować balkon. Wysiewam, doglądam, podlewam, dokupuję.
Zawsze, gdy wchodzę na poddaszę podziwiam moją szafę, wyciągnietą po 15 latach z garażu teściowej. W bieli zyskała nowy cudowny wygląd.
Oczywiście nie popuszczę też żadnej drewnianej skrzynce. Przy obecnym deficycie mebli bardzo się przydają. Tu chwilowo w roli szafki na buty.
W zasadzie nie mamy tutaj przedpokoju. Jego rolę pełni częściowo ściana bezpośrednio przy schodach.
Cały czas brakuje firanek, zasłon i innych drobnych rzeczy. Jest jeszcze dość goło, ale ponieważ facetom to absolutnie nie przeszkadza, więc strasznie trudno mi wyciągnąć męża na większe zakupy. Sama nawet nie myślę o wyjechaniu na włoskie autostrady.

2 komentarze:

  1. Ciesze sie, ze znalazlas swoje miejsce, to baaardzo wazne, szczegolnie na emigracji :-)

    Wnetrza przepiekne, ja tez "dojrzalam" do bieli :-)
    Szafa odrestaurowana na bialo rewelacjyjna !!!

    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Tarsis za przemiłe słowa.
    Szafa też mnie powaliła, teściowa pozbyła się jej, bo stała przez 15 lata i zagracała garaż, była przekonana, że to jakieś bezużyteczne starocie,ktoś jej ją podarował przy kolejnej przeprowadzce, a tu taki skarb...
    Biel jest tu raczej nieodzowna, bo mieszkanko malutkie, a biel daje poczucie przestrzeni, poza tym chwilo jestem absolutnie oczarowana stylem skandynawsko-prowansalsko-rystykalnym :) Uściski z wiosennej i rzeźkiej Romagni!

    OdpowiedzUsuń