piątek, 18 maja 2012

Grunt to dobra pamięć

... bo stracić wspomnienia, to jakby stracić wszystko, co się ma... Moje wspomnienia to głównie dzieciństwo, bo dorosłość osculyje cały czas jeszcze w ramach teraźniejszości. Wspomnienia to dzieciństwo, a dzieciństwo to wakacje na wsi. Pamiętam jak nie mogłam odżałować, że inni jeżdzą na kolonie, a ja do babci na wieś. Na koloniach ostatecznie byłam raz w życiu i poza drewnianymi miseczkami przywiezionymi znad morza, nie pamiętam nic... A wieś.... a wieś to zapach porannej rosy. To kałuże w ubytkach afsaltu. To letnie przemarsze stonki. To plecione huśtawki w ogrodzie. To regularne wyciąganie kolek. To misternie urządzane sklepów pod jabłonką. To cichutko przebiegająca z samego rana mysz, pod kredensem... To zapach poliwki i tłuczonych ziemniaków z plewami. To regularne chrząkanie prosiąt na znak, że już czas na tzw. "żarcie". To emocje, gdy dziadek spuszczał na chwilę wieczorem Gniadego, żeby mógł sobie pobrykać po całym dniu pracy w polu i podrapać się o korę stojącej na środku podwórka lipy. To rwanie i zajadanie wszystkiego co rosło, agrestu, antonówek, węgierek, wisienek, gruszek, truskawek czy porzeczek. To wieczorne, niemalże rytualne szukanie i wyciąganie kleszczy. To uciekanie przed nietoperzami. To zupa z wisienek, zsiadłe mleko, zalewajka i chleb z cukrem. Tak niewiele, a tak dużo....

4 komentarze:

  1. I smak chleba z pomidorem i cebulka i truskawek prosto z pola. I pomidorowej jedzonej dokladnie kiedy dzwony bily na Aniol Panski. U mojej Babci byly barany, ktore pasly sie w polu i ktore wiecznie nam uciekaly. I rzeka i ksiadz taki prawdziwy, pracujacy przy zniwach razem z innymi. Popatrz DC moze dlatego mamy teraz normalne i dobre zycie, bo wynioslysmy ta normalnosc z dziecinstwa jak posag, jak madrosc, ktora zostaje na cale zycie. O Babci to ja pisalam, L ze Szkocji....Wiesz, ze ze ja nadal probuje odnalezc tamte smaki, zapachy i cieplo lata. Piekne masz to zdjecie Babci.

    OdpowiedzUsuń
  2. i to bielenie ścian na wiosne, wapnem, nie żadne prowansalskie czy skandynawskie naleciałości, a po prostu praktyczny sposób na pozbywanie się kurzu i bakterii, białe lśniące drzwi w chałupie, piec kaflowy...

    OdpowiedzUsuń
  3. I zamiatanie w sobote przed domem jako ostatni etap wielkiego sprzatania, zeby na niedziele bylo czysto. I pieczenie ciasta. Druga Babcia nawet chleb piekla i pamietam!! Ja jak jeszcze znak krzyza na nim robila. I jak tesknie za Polska to wlasnie za taka. Prawdziwa, babcina. Dzisiaj tam wiecej mercedesow jezdzi i bmw niz na naszej szkockiej wsi. A na wielu polach powstaly takie rezydencje, ze te z Long Island nie moglyby konkurowac o szkockich nie wspomne. A ludzie? Wielu pamietam jeszcze z tamtych wakacji i moze dlatego, ze oni mnie tez nie udajemy, ze jestesmy wielcy jedzac prawn coctail. Przyznajemy sie, ze tamte smaki sa nam nadal najblizsze. Jeszcze tylko kilka godzin w pracy i weekend w domu. Jak ja kocham byc w domu.Trzymaj sie DC.Brzmi jak District Columbia z Washington DC. Przepraszam, ze pisze jako anonimowy. Ale mimo wszystko troche boje sie Internetu. Nie jestem na tyle odwazna, zeby mu do konca zaufac. Ale wiesz, kto pisze dzieki Google analytics.

    OdpowiedzUsuń
  4. :) rozumiem, ja też boję sie trochę internetu... a co do wsi, aktualnie jestem chyba jedyną, która za każdym razem gdy czegoś w domu zabraknie, idę na piechotkę z dziewczynkami, średnio jakieś 10razy dziennie, a to sól, a to chleb, a to rożka, a to śmietana do zupy. pozostali mieszkańcy wsi wolą swoje fury :)

    OdpowiedzUsuń