sobota, 12 maja 2012

Był ogień. Był pot. Były drżące kąciki ust po tym, jak po ostatnim akordzie szalonej "Folii" Vivaldiego ktoś spotanicznie wstał i krzyknął "Brave!". Sprawdziła się teoria, że na pewnym etapie grania zasadniczą rolę odgrywa psychika. Gdy byłam uczennicą stres zżerał mnie do tego stopnia, że na pytanie rodziców "Jak poszło?" odpowiadałam przeważnie "Nie wiem, nie pamiętam, mam białą plamę". Wczoraj była pełna współpraca. W arii Bacha z Oratorium Wielkanocnego delektowałam się dosłownie każdym zagranym akordem. Każdy muzyk wie, że najtrudniej grać cicho i wolno. Wczoraj nie było pośpiechu i niepoukładanych myśli "byle do końca". Był wolny, miarowy krok. Potem Bach i Follia. Jak ja kocham takie utwory, w których można pokazać trochę pazura. Follia rozwija się bardzo stopniowo. Na początku słuchacz odnosi wrażenie, że panie przyszły sobie poplotkować przy graniu. Potem powoli rośnie stopień trudności. Przyspiesza tempo. W pewnym momencie byłyśmy jak w amoku, na ziemię sprowadzała nas tylko wymagana pauza na przewrócenie kartki. To co najbardziej lubię w takich utworach to to, że jest bardzo dużo miejsca na improwizację i każde wykonanie jest inne. Nigdy nie wiem, jak zagram następnym razem. Wymyślam na poczekaniu, imituję flety, sama się sobie czasem dziwię... Na koniec Kantata Telemanna. Potęga. Chór i zespół kameralny. Organy. Wszyscy razem. Monumentalnie. Potem już tylko gratulacje. Krótkie "rinfresco" czyli luźne rozmowy przy bufecie pełnym przegryzek. Starsza bardzo podniecona. Cały czas machała mi z widowni. Młodsza niestety wołała "mama" i mąż spędził cały koncert na zewnątrz. Oczywiście były czarne wysokie szpilki i śliczna prosta łososiowo-czarna sukienka upolowana w promodzie. Wyjątkowo rozpuściłam włosy, nigdy tego nie robię, jestem typem rosyjskiej baletnicy, na sam widok zwisającego na czole włosa wszystko mnie drażni. To też oznaka dojrzałości. Kiedyś na koncerty najlepiej przychodziłabym w jutowym worku, żeby tylko nikt mnie nie poznał. Żeby nie zapeszać. Po latach dojrzałam do tego, że to mój moment, że trzeba błyszczeć i rozdawać uśmiechy. Wyprostować plecy... No i wyszło na to, że napisałam sobie sama bardzo pozytywną recenzję. A co mi tam...

16 komentarzy:

  1. Gratulacje DC!!!!!!!!Wiedzialam, ze Ci sie uda. Nie wiem, czy Ty tez to zauwazasz, ale bycie matka sprawia, ze nabiera sie dystansu do innch rzeczy, bardziej zawodowych, a przez to latwiej jest opanowac stres i czerpac prawdziwa radosc z pracy. Nic mnie tak nie inspiruje z rana jak sukces innych. Wracam do bycia Matka.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Lidka, dziękuję! Nawet nie masz pojęcia, jak wiele znaczą dla mnie te wirtualne gratulacje, trzymanie kciuków itd. A co do bycia matką, odkąd jestem matką mam poczucia absolutnego spelnienia, a to daje mi wlasnie ten komfort, ze tez ciesze sie sukcesami innych. Piękne życie innych staram się traktować jako inspirację, a nie frustrację. kiedys bywało z tym róznie ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie być artystą, muzyka musi Ci dostarczać niezwykłych emocji. Podziwiam i gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oliwko, ten koncert to była próba sił! Na następny zaproszę! To tylko kilkadziesiąt kilometrów od Ciebie! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjna relacja, prawie jakbym tam była, te emocje:) Gratuluję!!! Jak ja dobrze znam to mierzenie się z samą sobą, zapewne to domena tzw. artystycznych zawodów. W podobnym kolorystycznie zestawie wystapiłam ostatnio na Komunii. Pozdrawiam! Ania T. z Caramby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziękuję bardzo! Taaaa, coś o tym wiem, mierzenie się sama ze sobą tymbardziej w rzeczach, które są absolutnie niewymierne i ulotne... cieszę się niezmiernie, bo postawiłam pierwszy krok, zasiałam pierwsze nasionko... pozdrawiam z deszczowej i zimnej niedzielnej italii

      Usuń
  6. Hahah a nie mówiłam:P Najserdeczniejsze gratulacje!:) P.s. Recenzja światnie napisana, baaardzo mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mimi, wasza w tym też zasługa! Kibicowanie to podstawa każdej rozgrywki! buziaki K

      Usuń
  7. Pięknie to napisałaś !!! Nie pisałam wcześniej ale trzymałam mocno kciuki ... Cieszę się , że wszystko poszło idealnie , żałuję , że nie mogłam posłuchać , zobaczyć .. a odczucia dotyczące macierzyństwa mam dokładnie takie same .. nabrałam dystansu do ludzi i życia .. pozdrawiam cieplutko ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monique, dzięki kochana.... ps. gratuluję ślicznego artykułu w Czółnie. buziaki K

      Usuń
  8. Gratuluję, to ważne zrobić coś dla siebie...
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, dziękuję, .... zresztą robiąc dla siebie, tak naprawdę robimy wiele dla innych :) pozdrawiam K

      Usuń
  9. Gratulacje! Szpilki górą :)

    OdpowiedzUsuń