czwartek, 26 kwietnia 2012

Małe wycieczki czyli wielkie sprawy

Starsza jest taka mądra. Wdrapuje się bez ociągania na szczyt wzgórza, żeby zobaczyć panoramę okolicy. Przy każdym zakręcie wzdycha: Mamuś, jak tu pięknie. Dziękuję Ci za to, że mnie tu przywiozłaś. A ja się uśmiecham pod nosem. Na baranach dźwigam Młodszą, która coraz częściej ucieka nam z wózka, więc wózek coraz częściej zostaje w bagażniku. Małe średniowieczne jakieś tam nikomu nieznane włoskie miasteczko. Pół godziny od domu. Rzut beretem rzec by można. Piękne. Z zawiłymi średnowiecznymi uliczkami. Z przepięknym placykiem. Z kolorowymi pastelami fasad. Bez zbędnych reklam i etykiet. Bardzo surowe. Pod koniec jak zawsze jedzenie all'aperto, pod gołym niebem. Dziewczyny rysują na serwetkach. Starsza księżniczkę na wieży, Młodsza zamaszyste cośtam. My popijamy czerwone wino domowej roboty. Zagryzamy piadiną pociętą w trójkąty i rozkoszujemy się wędlinami i serami. To jest według nas prawdziwe szczęście i tego się trzymajmy.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Wietrznie

Popijam rumianek. Młodsza śpi. Biedna, wymęczona, z zielononiebieskim guzem na czole. Podczytuję cicho blogi. Zazdroszczę, o jak ja zazdroszczę tych grządek i tych płotków i tej polskiej wsi. Zazdroszczę i tyle. Jestem już chyba takim typem, trochę zazdrośnika. Jak małe dziecko. Pokazuję palcem i mówię: to chcę, i to chcę i jeszcze to... Korzonki nie podarowały mi wczorajszego przemalowywania skrzyni na zachodnim balkonie. Wiatr u podnóży Apeninu nieziemski...

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Oni dziś to my jutro

Pierwszy dzień stałego internetu w nowym domu. Kawa. Siesta. Czytam. Z dołu dobiega wrzask. Sąsiadka, ta, którą niespełna miesiąc temu zalaliśmy w pierwszej dobie naszego tutaj pobytu drze się na syna. On dziarsko odpyskuje. Wychylam głowę zza pachnącej mięty i rozmarynu. Myślę sobie : "Bata nie ma, będę taka sama, jędza, kłócąca się na całe osiedle z córkami".