piątek, 2 marca 2012

Nie lubię bilansów

A jednak ostatnio coraz częściej o tym myślę.
To już rok, prawie rok.
11 marca 2011 wsiadłam z dziewczynkami do zapakowanego po dach auta i przyjechałyśmy tutaj.
Życie w jednej chwili zmieniło się o 180 stopni.
A teraz z perspektywy czasu cieszę się między innymi z jednej ważnej rzeczy, pośród tysiąca innych równie ważnych oczywiście.
Otwieram komórkę i widzę listę nowych nazwisk i czuję się lekko.
Mam świadomość, że to ludzie, z którymi spotykam się bezinteresownie.
Bo lubię. Bo miło. Bo kawa. Bo spacer.
Ostatnie lata w Polsce były bardzo aktywne.
Nie miałam czasu na poznawanie nowych ludzi.
Ledwo pielęgnowałam stare znajomości.
Prawie wszystkie nowopoznane osoby łączyły ze mną relacje biznesowe.
Czasem, niezbyt często z tego rodziły się bliższe przyjaźnie.
Zawsze jednak wisiało jakby widmo genezy znajomości.
Ja tobie - ty mnie...
Nie jestem absolutnie fanką życiowego ekstremalnego wolontariatu, ale miło znowu poczuć magię znajomości bez żadnego podtekstu, muzykowania gratis, spotykania się z ludźmi nie tylko w celu ustalenia stawki czy przedstawienia oferty... Miło...

12 komentarzy:

  1. Mieszkam w mieście o którego mieszkańcach ludzie z innych części Hiszpanii mówią, że są wyjątkowo zamknięci. Ta ich przypadłość plus moja nieznajomość języka, sprawiły, że mimo gorących chęci, przez pierwsze lata obracałam się głównie w maleńkim gronie zaprzyjaźnionych polskich lekarzy. Teraz, kiedy wszyscy wyjechali i mocno odczułam co znaczy nie mieć do kogo ust otworzyć, wzięłam sprawy w swoje ręce. Celowałam tam gdzie wydawało się to mieć to jakieś szanse na powodzenie, na szczęście są tu też ludzie przybyli z innych miast. Zaczęły się kawki, rozmowy, wizyty, nadzieja wstapiła w me serce:) Ps. Piękna drewniana podłoga na zdjęciu w poście poniżej. Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podłoga rzeczywiście piekna, kilka dni temu dosłownie porelowana, no i to zachodzące słońce :) to będzie pokój dziewczynej :)!

      Usuń
  2. To jestes szczesciara DC. Ja mam kilku przyjaciol z Polski i kilku poznanych na obczyznie. I sa to wspaniale przyjaznie, jednak mysle ze w dobie kapitallizmu, nie ma nic za darmo. Moze to ja tak tylko mam, z moze i w Polsce tak sie zmienilo. Prawdziwe przyjaznie mam jednak nie z Amerykanami a innymi obcokrajowcami. Kazdy kalkuluje co bedzie z tego mial. Pewnie Wlosi sa bardziej spontaniczni, otwarci, ale w Polakach jest duzo bezinteresownosci. Jak sasiedzi ci pomogli nie oczekiwali od razu czegos w zamian, ani nie kalkulowali ze robia to bo ty nastepnym razem im pomozesz. Taka refleksja mnie naszla przy okazji przyjazni. Bo w kapitalizmie wszytko jest wymiana i wszystko jest na sprzedaz. A moze ja nie nadazam za nowymi czasami, nie wiem. Ania

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba nawet nie chodzi o bycie szczęściarą. Po prostu zmienił mi się punkt widzenia. W Polsce byłam w pewnym sensie "obstawiona". Tu pojawiła się wyrwa, którą trzeba było zapełnić. Zapełniam ją każdego dnia. Patrzę na siebie z boku i momentami widzę otwartą dziewczynę, która zagaduje, uśmiecha się, ucina niezobowiązujące small talk przy huśtawce... Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do ludzi tez potrzebne jest szczescie:) Ja tez czuje sie szczesciara w tej kwestii. Wprawdzie mam garstke przyjaciol, ale to wartosciowi ludzie. Co do small talk to trzeba trafic na podatny grunt. Nie zawsze wychodzi chociaz sie staram. Pozdrawiam i zycze dobrzych ludzi wokol w nowym domku. Wyglada przytulnie i pieknie. Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle rzeczy uczy sie od Was dziewczyny! Ja nigdy nie mialam czasu na duzo znajmych. Bylo tylko kilka, ktorzy rozproszyli sie poswiecie. Jaksie spotykamy nawet po kilku latach to mozemy noce przegadac. Ale to sa chwile. Potem kazdy wraca do siebie. Moze dlatego tak wazny jest maz i dzieci. Trojka i tak juz chyba zostanie. Ale nie o tym chcialam Wam powiedziec. Patrzac na Was ucze sie pogody ducha od Ciebie DC i Ani T z Caramba. To dziwne, ze w trzech roznych krajach ale jakos zycie kobiet jest w sumie tak podobne. Bardzo Was pozdrawiam dziewczyny.Sprawiacie, ze jakos przestaje narzekac i widze pozytywy we wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidka, Tobie rownież dziękuję za miłe słowa. Wierz mi, to mi też pomaga... pozdrawiam Ciebie i twoją gromadkę!

      Usuń
  6. Jak miło, ja również pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. NO i cudnie, a to, ze milo wcale nie jest takie oczywiste.
    Im czlowiek starszy tym ciezej spotkac ludzi, ktorzy podpasuja i dadza ta cudowna lekkosc przy spotykaniu sie chocby na pol gpdziny. Elaboraty moglabym pisac.
    Ja na chwile obecna wole spedzac czas bez znajomosci, ktore mnie mecza i nie daja satysfakcji.
    Chlon tych ludzi, ciesz sie, korzystaj !

    Pozdrawiam z Monaco :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Tarsis,jak Ci będzie smutno do mnie z Monako w kilka godzin zajedziesz, trasa sprawdzona! buziaki dc

      Usuń
  8. Dla mnie brak znajomości języka jest ogromną barierą. Chociaż ostatnio coś drgnęło. Nie ukrywam, że sporo w tym zasługi synka, bo mało kto przejdzie koło niego bez uśmiechu albo nawet przelotnie rzuconego "ciao".
    Najbardziej podoba mi się tu hasło "piano, piano" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, piano piano, języka też się nauczysz:) pozdrawiam ciepło dc

      Usuń