piątek, 17 lutego 2012

Się wtrącę...


Magazyn wnętrzarski.
Co kupuję? Oczywiście, że kupuję ten, w którym są piękne stylizacje, czasem absurdalne, czasem niepraktyczne, nieprzystające w ogóle do rzeczywistości, no bo kto w małym przedpokoju, pośród kilkunastu ubłoconych par butów stawia dzbanek z papierami ozdobnymi w tonacji współgrającej z kolorem ściany. Kupuję, bo to inspiracja, pobudzenie, przyjemność dla oczu, relaks...

W kuchni to samo. Czy tradycyjny kotlet schabowy ma się obrazić na chwilowo częściej fotografowaną minimalistyczną potrawę z kiełkami z bógwico polanym octem balsamicznym?
Albo zwykła przepyszna drożdzówka z serem lub makiem, czy ma usychać z zazdrości na widok beztłuszczowego ciasteczka, wykonanego z ekomąki, ekotłuszczu, upieczonego w ekopiecu przez ekokucharkę?

Mniej więcej tak samo postrzegam temat macierzyństwa.
Nie dziwi mnie wcale, że tak promuje się lukier, cukier puder, kogel mogel i inne dodatki.
Nie sprzeciwiam się radosnej, wypoczętej twarzy świeżo upieczonej matki, pod palmą, w bikini, w objęciach ukochanego, z małym zawiniątkiem w ramionach.
Mało tego - to mi daje kopa, to mnie nakłania do przemyśleń, do zrzucenia zbędnych kilogramów, do zweryfikowania diety, szafy, opinii. Co w tym złego...?
Zwykłości i normalności mamy na placach zabaw, w centrach handlowych i na przystankach pod dostatkiem. A branie mają skrajności, piękne, zgrabne, pachnące i pracujące w 3 dni po porodzie, względnie historie bezzębne, siwiejące, grube, z cieknącym dachem i ósemką dzieci do wyżywienia za marną rentę. Liczą się surowe prawa rynku, oglądalność i wyniki sprzedawalności, a nie troska o równowagę psychiczną przeciętnej matki. Oczywiste, żeby nie powiedzieć banalne.
Chwilowo macierzyństwo to temat bardzo na czasie, co zresztą dość zrozumiałe w kontekście ostatnich wydarzeń, kotrowersyjnych wypowiedzi celebrytów oraz coraz częściej zachodzących i rodzących gwiazd małego i dużego ekranu.
Trzeba sobie to tylko wszystko potem przefiltrować przez własne, prywatne osobiste sitko, najlepiej z małymi oczkami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz