czwartek, 2 lutego 2012

Refleksja

Patrzę na uśmiechniętą twarz Szymborskiej.
Wyobrażam sobie jej starość.
Lektury, muzyka, miłe towarzystwo, spokój. Czyli tak, jak być powinno...
I przypomniał mi się taki epizod.
Szkoła muzyczna I lub II stopnia, chyba jeszcze pierwszego.
Ja i moja ówczesna przyjaciółka zostajemy poproszone o występ w pobliskim klubie trzech pokoleń.
Poszłyśmy raz. Poszłyśmy drugi. I trzeci.
Było nam miło patrzeć na uśmiechnięte twarze starszych ludzi, którzy traktowali nasz występ niemalże jak wyjście do La Scali. Wystrojeni, wyperfumowani.
Potem klub zamknięto.
Powstała apteka, a potem gabinet stomatologiczny.
Dla wielu pewnie skończyły się podwieczorki i pogaduszki, a zaczęła szara samotność w przedwojennych zasikanych kamienicach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz