niedziela, 26 lutego 2012

Niczego więcej

Błogo mi. Niczego więcej nie chcę.
Niedzielny żółwi poranek.
Niezobowiązujące pranie, które nie prosi od razu o powieszenie.
W kuchni panuje mąż, specjalista od makaranu, bez dwóch zdań.
Pytam dlaczego?
Odpowiada zwięźle, bez zbędnych egzaltacji, że on, jak gotuje to gotuje i basta, a ja robię coś innego i przy okazji biorę się za gotowanie.
Racja...
Makaron nie lubi, gdy w tym samym czasie przecieramy łazienkę lub segregujemy pranie...

2 komentarze:

  1. Jak czytam Twojego bloga, zastanawiam sie czasami jak to jest miec meza Wlocha. Ilekroc jestesmy z mezem na wakacjach we Wloszech mowie mu, ze gdybym przyjechala ty sama nie bedac jeszcze mezatka wyjechalabym zakochana po uszy albo zostala. Wydaja sie tacy jak z poradnika jak prawdziwy facet i maz byc powinien. Ciekawe czy widzisz roznice miedzy tymi naszymi polskimi mezami. Pozdrawiam. Matka trojki dzieci ..i niech tak juz zostanie

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Lidka, nie miałam nigdy polskiego męża:) A jak to jest? Czasem sama się nad tym zastanawiam... Jest... chyba trochę ciekawiej, bo oprócz zwykłej codzienności dochodzi jednak to zderzenie dwóch różnych światów, człowiek żyje wtedy trochę jakby dwutorowo, tu polska mentalność, a tu włoskie nastawienie. Poza tym szepnę Ci na ucho: mój mąż jest większym introwertykiem niż ja, w Polsce zdarzało nam się, że ludzie mówili, że to ja jestem w tym duecie południową duszą. Wiele w opinii o Włochach mitów :)

    OdpowiedzUsuń