czwartek, 9 lutego 2012

Mąż

Mężowi też dostało się wczoraj trochę z mojego garnka goryczy.
Tak to jest...
Niby kolacja gotowa, niby łazienka umyta, uprasowana koszula na jutro, dzieci spokojne przed bajką, niby czysto wszędzie, cicho wszędzie, a tu gdzieś zza kołnierza wychodzi nagle pani gorycz.
I się rozlewa na blacie kuchennym. Cieknie po bokach. Dostało mu się.
Widziałam, że zbaraniał. Że nie spodziewał się takiego monologu podczas mycia naczyń, po całym dniu pracy.
I to monologu przepełnionego gorzkim samokrytycyzmem, że zła matka jestem, że zła żona, że jak tylko mogę uciekam z pokoju dzieci i robię swoje, że tak nie można, że nie umiem z nimi ot tak poprzebywać, że dlaczego mi nikt nie odradził macierzyństwa, że dlaczego w ogóle się ze mną żenił, dlaczego nie rzucił po pierwszym roku bycia razem, że nie powinnam mieć rodziny, bo nie umiem o nią dbać, że bać się o kogoś to nie wszystko, to nie wystarcza, że trzeba umieć wychowywać, że jak to ma tak wszystko wyglądać przez następnych kilka lat, to ja zwariuję w tych garach, wywiozą mnie, zamkną...

8 komentarzy:

  1. Czy Ty jestes mna tylko w innym kraju???? Te same mysli, te same teksty do meza Optymisty. Te same dylematy. Te same wyrzuty sumienia.Ta sama milosc do dzieci, ta sama radosc przeplatana jakimis w sumie niezrozumialymi watpliwosciami. Niby szczesliwa czasami nieszczesliwa. Z tymi garnkami i ich myciem tez. Tylko jak z tego wyjsc? Jak byc szczesliwa kiedy sie w jest szczesliwa. Jak nie szukac dziury w calym. Bardzo lubie twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Lidko... myślę, że ogólnie to jesteśmy wszystkie szczęśliwe, bo w sumie mamy to, czego chciałyśmy, a te momenty nieszczęśliwości to naturalny babski pociąg do komplikowania sobie rzeczywistości, kolorowania jej...

      Usuń
  2. Zajrzalam na Twoj blog pierwszy raz. Przeczytalam ten jeden wpis i chce Ci powiedziec - mam tak samo :-))))) wiec na razie powiem tyle: nie zwariowalas, jest nas wiecej, po gorszym momencie przyjda lepsze. Na razie tyle, bo musze leciec, przeczytam reszte bloga wieczorem bo mnie zaintrygowalas :-). Serdecznosci :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu,miłego czytania zatem...

      Usuń
  3. Taaak. Doskonale to znam. Stan przejściowy do zmian bywa męczący. Ale zobaczysz, za kilka lat będziesz się śmiała z tego..i będziesz miała inne, inspirujące problemy :|
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. wiem, kochana, już dziś nie mogę sobie przypomnieć, jak to było gdy starsza robiła w pampersy, wiem, że minie, mija... wiem wiem, teraz trwam sobie w stanie przejściowym.... i kompletnie czasem nie umiem poradzić sobie z szarą codziennością, ale pomimo to, ściskam ją mocno i nie puszczam, bo wiem, że ta szara codzienność to pełnia szczęścia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz... nie ma idealnie nigdzie, ale wystarczy wis=dziec w drobnych udanych chwilach że właśnie dla nich warto żyć, być i chce się chcieć, nie zawsze jest bajka, nie zawsze różowo, bo nigdzie tak nie ma, bo nie jesteśmy idealni, a dzieci nieraz też trzeba zostawić same sobie, bo one muszą wiedzieć, że nie są pępkiem świata, że nie mogą ciągle być w centrum zaiteresowania, bo rodzice też muszą pobyć sami i nie muszą spijać z ich dziubków każdego słowa wtedy wyrastają z takich dzieci dobrzy ludzi, nie są egoistami, umieją się dzielić i sobą i czasem, umieją żyć z innymi i dla innych a nie na innych :) głowa do góry - wszystko z Tobą jest ok, reakcje zupełnie prawidłowe ;))
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuję, tym bardziej, że kto jak kto, ale pisze mi to potrójna doświadczona mama :) ściskam!

      Usuń