poniedziałek, 16 stycznia 2012

Wryta w krzesło

Siedzę tu taka wryta w to krzesło.
Chciałoby się wiele.
Chciałoby się organizować, wzruszać, tworzyć.
A tu jutro znowu 13 godzin bez męża do zagospodarowania, sam na sam, z dziećmi.
Dzieci kocham nad życie.
Jestem przeszczęśliwa.
Rodzina, szczęśliwa rodzina to był jeden z moich projektów życiowych.
Dostałam pozwolenie na budowę i na użytkowanie.
Czego chcieć więcej...
Ale będzie dobrze.
Już jutro ma być słońce.
Promyk albo dwa.
Będzie spacer wzdłuż rzeki.
Będzie świeża rukola w sałatce.
Może zadzwoni A, polubiła długie przechadzki ze mną.
Kondycyjnie pada po pierwszej godzinie, ale skoro dzwoni już któryś raz z kolei, znaczy, że polubiła. Miła. Pochodzi z Neapolu.
Lubię to dawkowanie informacji o kimś.
Znam i nie znam osoby. Co spacer to nowe informacje.
Taka książka.
Lubię czytać takie właśnie życiowe książki.
Do tych papierowych nigdy nie miałam cierpliwości.
W podróży zawsze czytanie kończyło się aviomarinem.
Nie, przepraszam, pamiętam...
Czytanie na wsi. W polu. Koc i mocne słońce.
Za mocne.
Teraz czytam dużo w internecie.
Przyznaję.
Wycofałam się na dobre z fb.
I mam teraz więcej czasu na treść, a nie tylko formę.
Straciłam masę kontaktów, bo po resecie okazało się, że w skrzynce mam niewiele adresów.
Nic to.
Kto szuka, ten znajdzie.
Jestem w absolutnie oficjalnej i pełnej wersji na skajpie.
---
Myślę o dziewczynach.
O tym, co mają w głowie.
O tym, że płynnie przechodzą z języka polskiego na język włoski.
Dbam o to.
Starsza pięknie mówi po polsku.
Basta.
Idę przygotowywać kąpiel...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz