wtorek, 31 stycznia 2012

Strażnik

Lekko drży lewa powieka.
Wiem, niedobory magnezu parwdopodobnie. Zbyt mocne kawy. Wiem.
Boli lekko klatka piersiowa.
Bolą mięśnie, wszystkie prawie.
Pobolewa brzuch.
Nie, to nie post o narzekaniu.
To post o tym, jak choroba dzieci stawia matki na nogi.
Młodsza dziś oscylowała między 39,2 a 39.4.
Nieruchoma.
Nie było skakania.
Wołania o meko.
Nie było biegania tam i nazat.
Nie było niczego.
Był przekrwoniony blagalny wzrok.
Stoję tu malutka, jestem przy Tobie, jeśli zajdzie taka potrzeba, nie zmrużę oka.
Chucham i dmucham na Ciebie. Będę nosić na rękach w ciemności.
Sogni d'oro...

2 komentarze:

  1. Choroba dzieci stawia mnie na nogi bardziej i szybciej niż potrafię na nogach stawać. Niestety, poszczypane matki palcami nóżki przy wkładaniu rajstopek, bo szybko na pogotowie-krtań! Noszenie całonocne, a ona taaaka ciężka na codzień. Wyrosło jedno, wrasta drugie. I nic to, piękne nadal macierzyństwo. Zdrówka życzę Wam.

    OdpowiedzUsuń
  2. te momenty napływu siły w chwilach kompletnej bezsilności, to jest to.... trudne, ale najpiękniejszy dowód miłości na świecie

    OdpowiedzUsuń