sobota, 21 stycznia 2012

Pobudzone zwoje myślowe

Robię faworki.
Na dzisiejszą kolację u P. zaniesiemy ulubione wino i polskie "chiacchiere".
Ugniatam ciasto i odpływam myślami do odległych już czasów aktywności mentalno-werbalnej.
Mam niecałe dwadzieścia lat. Ówczesna miłość-mojego-życia namawia mnie do opublikowania moich wypociń w jakimś bardzo na czasie magazynie dla młodzieży. Potem nagrywam kilka moich piosenek w lokalnym radio. Jest nawet okołopółnocna audycja. Kaseta krąży po liceum. Jest moment osobistego triumfu.
Na fali tego triumfu proponują mi przeprowadzenie wywiadu ze znanym polskim kompozytorem.
Przygotowuję się bardzo dokładnie. Po kilku miesiącach znam wszystkie kompozycję, te i Tamte.
Dzień jest bardzo szary, brzydki, zimowy.
Jego willa jest obrośnięta chabeziami, zaniedbana.
W środku muzeum.
Rozmawiamy.
W zasadzie plotkujemy.
Opowiada dużo, nie zawsze dobrze, o kolegach z branży. Padają znane nazwiska.
Początkowy stres mija, ale nagle zamiast pytać tylko o Te kompozycje, zaczynam krążyć wokół tych bardziej znanych. I tu współpraca się urywa.
Pełen oburzenia nazywa mnie dzieckiem pokolenia myszki miki.
Krytykuje. Łzy kręcą mi się w oczach. Tyle osób czekało na ten wywiad.
A on, że mogę sobie dalej nagrywać, ale on i tak nie zgodzi się na publikację.
Lato spędzam na odsłuchiwaniu trzygodzinnej przygody.
Zapisany cały zeszyt.
Nie zgadza się nawet na kilka linijek.
Dzień po tej informacji w teleexpresie pokazują go odbierającego dumnie nagrodę za te właśnie kompozycje.
Te, którymi podczas rozmowy tak strasznie wzgardził.
Tamtego dnia zrozumiałam na dobre, że to co na ekranie nigdy nie jest tym samym co w zachabezionych willach celebrytów.
Idę smażyć faworki...

5 komentarzy:

  1. A tak na marginesie, jak dieta? :-)
    u mnie bardzo kiepsko, przyznaje bez bicia :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. ciut ciut mniej, choć przy mojej akualnej aurze to i tak dobrze, że nie tyję w tempie geometrycznym

    OdpowiedzUsuń
  3. smacznego chrupania faworków i udanego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sylwia, było miło i baaaaaaaaaaaardzo długo. Załoga jeszcze śpi...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu, najważniejsze, że czas był miło spędzony. Nalezała Ci się odskocznia od codzienności. Ściskam mocno :)

    OdpowiedzUsuń