poniedziałek, 9 stycznia 2012

Mój kurs języka włoskiego

Tak sobie dziś pomyślałam, że ponieważ dość często mam ochotę na wplątywanie włoskich wyrażeń do moich blogowych wpisów, stworzę sobie na tę okazję oddzielny blog.
Taki praktyczny blog z niektórymi mniej lub bardziej potrzebnymi wyrażeniami.
A co mi tam.
A może jeszcze ktoś na tym skorzysta...
---
Przypomniało mi się dzisiaj, że był taki okres w moim życiu, gdy na pytanie koleżanki Włoszki "che fai? (co robisz?) odpowiadałam często: fancazzismo totale!
Nie, nie musi być wcale takie totale. Może być minimo.
Ale trochę fancazzismo poproszę!

4 komentarze:

  1. fantastyczny pomysł. Postaram się skorzystać. Prawie 20 lat temu, języka włoskiego uczyłam się u źródła, zostały wspaniałe wspomnienia z Toscanii, Calabrii. Niestety, od nastu lat miałam okazji korzystania z tego cudownego języka. Do tego stopnia, że mam problemy z tłumaczeniem tekstu, a od kilku miesięcy mój mąż wraz z synami w samochodzie słuchają płyty Il Volo, którą ja też uwielbiam. Może będe miała więcej samozaparcia i sięgnę po zapomniane podręczniki i słownik ? Kasiu, życzę Ci miłego i udanego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sylwio, cieszę się bardzo, i tymbardziej będę coś tam pocichu skrobać, z myślą o Tobie:) a ty wracaj do nauki, bo szkoda, i nigdy nic nie wiadomo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na pewno skorzystam, więc dopinguję do skrobania :). Nie ma to jak przyjechać do kraju, nie znając używanego w nim języka. Na razie uśmiecham się i dukam to, co wykombinuję z zapamiętanych pierwszych wyrazów, ale długa droga przede mną i pewnie nie raz strzelę gafę językową.

    OdpowiedzUsuń
  4. wbucie, będzie dobrze, kiedy i gdzie jedziesz?

    OdpowiedzUsuń