środa, 25 stycznia 2012

Magiczny świat ukryty pod chustą

Mąż odwiózł Starszą do przedszkola.
Posiedzę w domu, myślę, przeraził mnie bowiem poranny szron na boisku.
Posiedzę, myślę dalej, poodkurzam, ugotuję zupę z ciecierzycy, poskładam pranie.
Dziś mam dobry humor.
Muszę go jakoś wykorzystać.
Wczorajsza próba chóru i informacja o planowanym na 11 maja koncercie zrobiła swoje.
Coś jednak nie daje spokoju.
Moja środa jest przecież dłuższa od pozostałych dni.
Myślę sobie dalej, że przecież pranie nie ucieknie, a kurz nie zniknie, poczeka.
Robię sobie drugą, wyjątkowo dziś, kawę.
I z buta.
Nie mogę oprzeć się temu słońcu.
Idę. Młodsza nie protestuje. A to dobry znak.
Idę do biblioteki.
Niech poskacze po półkach. Niech potarza się z innymi dziećmi na podłodze. Poczekam.
Dziś mi się nie spieszy.
Jestem ja i młoda muzułmanka z małym synkiem.
Druga kawa nie przynosi efektu, więc lekko zaspana nie koduję nic poza wzrokowym nadzorem drzwi wyjściowych z bawialni.
Muzułmanka jest młoda. Miła. Coś szepcze do syna. Ma ciepły głos.
Nagle słyszę wyraźne po polsku "to jest gruszka". Patrzę na małe dłonie chłopczyka.
Trzyma gruszkę.
Momentalnie się przebudzam. Mija poranne ospanie...
Zaczynamy rozmawiać.
Rozmawiamy. Bardzo długo.
Przechodzimy do sedna sprawy.
Nagle musi iść po starszego syna. Wychodzę z nią.
Idziemy przez miasto.
Niesamowita dziewczyna.
Niesamowita historia.
Tylko 2 lata różnicy między nami.
Dzieci w podobnym wieku.
Pochodzimy z miast oddalonych jakieś 30 kilometrów.
Babcie mamy na tym samym radomsko-kieleckim ukochanym zadupiu.
Wracam do domu grubo po 13.00.
Bez zakupów. Młodsza usnęłą gdzieś po drodze ściskając w dłoni kruche grissini, które Ż. wcisnęła mi u siebie w domu. Odprowadziłam ją pod blok, na drugi koniec miasta. Szkoda. Bo dziś wylatuje do Polski na prawie miesiąc.
Zaściankowy ojciec pozwala jej przyjeżdżać tylko zimą, bo latem wstydzi się córki z chustą na głowie...

8 komentarzy:

  1. Wzruszylam sie D.C.:D Piekna historia... Swiat jest maly. Zycze aby ta znajomosc rozwinela sie w przyjazn. Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, a ja nadal o niej myślę, i myślę sobie, że egzamin z bycia rodzicamy zdajemy przez całe życie. Egzamin z akceptacji życiowych wyborów...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam sie, i jaka szkoda ze strach przed ludzka opinia i uprzedzenia przeslaniaja milosc i wolnosc. Na pewno nie jest latwo byc rodzicem, ale czasem dochodze do wniosku ze jestsemy kochani, ale pod pewnymi warunkami, a przeciez to ma sie nijak do prawdziwej milosci. Czlowiek to jednak puch marny:D

    OdpowiedzUsuń
  4. w pełni się zgadzam. Uczymy się przez całe życie. Z błędów innych wyciągajmy właściwe wnioski, abyśmy same ich nie popełniły, a inaczej uczmy się ma błędach innych. Miłego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  5. taaaa... odpisałam na maila.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wstyd za człowieka który ma kawałek tkaniny w innym miejscu niż nam to pasuje? Oj!

    OdpowiedzUsuń
  7. Li, a najpiękniesze w niej jest to, że jest prawdziwa ...

    OdpowiedzUsuń