niedziela, 8 stycznia 2012

Klik i pstryk

Szara niedziela.
Inkubacja trwa nadal.
Inkubujemy się dziś wszyscy, bo ta szarość za oknem wbiła mnie w kanapę.
Pomykam sobie jak polny konik po blogach wnętrzarskich.
I gdy oczy wpatrzone są w stały punkt, przez głowę przetacza się mnóstwo przemyśleń.
Ale to wszystko dziwne.
Do niedawna, pomieszkując z rodzicami, szczególnie pod sam koniec naszego pobytu w Polsce, nazywana byłam przez mojego tatę "internetowa mama".
To była oczywiście nagana.
Bo jak to, budzisz się rano, zaparzasz kawę i już pstryk.
Potem co chwilę klik.
Komputer włączony cały prawie dzień.
A no tak.
Tu terminy zapłaty zus, tu podatki, tu vat, tu wypłaty, tu wyniki przesłać księgowej, tu odpowiedzieć na 30 maili, tu dzwoni kontrahent na skypie, tu nowy content na strone www, tu zdjęcia nowe na stronę z ostatniego eventu, tu przeliczyć to, napisać tamto.
Komputer był, owszem, ale z doskoku.
Cały czas włączony, na jadalnianym stole, bo w ostatnim okresie prowadziłam firmę niemalże z domu. Czasem tylko, późnym wieczorem, i to nawet nie codziennie, zerkałam na jakieś wiadomości.
We wrześniu tego roku dopiero, ja internetowa mama rzekomo, odkryłam blogowanie.
Znaczy się blog prowadziłam, dla włoskich dziadków wklejałam zdjęcia dzieci. Nieregularnie, z wielkimi opóźnieniami. Ale nie był to blog otwarty, taki album.
Blogowanie jako takie, regularne, z obserwowaniem, komentowaniem, czytaniem z zapałem innych życiowych prawdziwych historii spadło na mnie przypadkiem, znienacka, niechcący.
I teraz siedzę sobie i myślę jaka ja byłam zaściankowa, tyle mi umknęło, tyle pięknych inspiracji, kulinarnych, wnętrzarskich i około-życiowych.
Siedzę i myślę sobie, że wpadłam jak śliwka w kompot.
Ja, pozornie internetowa-mama, generalnie sceptycznie nastawiona do internetowych znajomości.
A tu wchodzę przez internet do czyjegoś domu, piję herbatę, płyną mi prawdziwe internetowe łzy, albo pieję z zachwytu z prawdziwym internetowych uśmiechem na twarzy.
I chyba próżnie zapytam, czy ktoś mnie też internetowo polubił?

10 komentarzy:

  1. Polubił? uwielbił! zapewniam, jakem internetowa żona...no i matka tez, choć dziecię dorosłe, to na gadu- gadu najlepsze zwierzenia odchodzą :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu, dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam ciepło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo budujące i pozytywne notki piszesz. Naprawdę nietrudno Ciebie polubić. Lubię:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu, miło, strasznie miło...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi piace moltissimo :)
    W każdej wolnej chwili, permanentnie uwielbiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sylwia, co za mocne wyznanie, szkoda, że nie widzisz teraz mojego internetowego zakatarzonego uśmiechu od ucha do ucha!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo Cie polubilam DeCapo. Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń