sobota, 3 grudnia 2011

Jak narkotyk

Wiedziałam, że tak będzie.
Wiedziałam.
Znam się na wylot.
Od ponad trzydziestu lat.
Dlatego sama przed sobą schowałam głęboko w szafie kolorowego Łucznika.
Wiedziałam, że jak już go wyciągnę to się wciągnę tak, że mąż będzie sobie musiał na kolacje podgrzewać fasolkę z puszki.
Dobrze, że wszystko zbiegło się z jakimś ogólnie panującym wirusem żołądkowym, więc od kilku dni kolacje nie są mile widziane.
Szyć nie umiem, ale zawsze lubiłam sobie coś wydziergać.
Pamiętam jak przez mgłę mamę, która szyła mi sukienki.
Pamiętam kosze wiklinowe z kłębkami wełny. Leżały zawsze na górze na meblościance.
W ukryciu przed nami. My i tak wchodziliśmy na krzesła i w efekcie mama miała wszystko powybebeszane i poplątane.
Każda z nas ma więc chyba w życiu taki etap.
Etap silnej potrzeby kreowania. Czegoś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz