środa, 7 grudnia 2011

Dać się ponieść

Od maja do sierpnia tego roku byłam z dziewczynami sama na wsi.
Co kilka tygodni, żeby nie zwariować brałam auto i jechałam do miasta na ciuchowe zakupy. Moje modowe szaleństwa kończyły się zawsze bezpieczną bielą, standardową czernią, stonowanym beżem lub szkolnym granatem.
Wokół lato, zieleń, błękit nieba, a mnie w efekcie przybyło między innymi około 5 nowych białych quasi-maturalnych koszul.
Z każdym kolejnym wypadem obiecywałam sobie, że muszę kupić choć jedną bardzo kolorową rzecz, taką, której na pierwszy rzut oka nigdy bym nie założyła.
Nie udało się. Brałam, przymierzałam, na twarzy pojawiał się grymas dezaprobaty i odstawiałam.
To samo jest teraz z meblami.
Patrzę i podziwiam te purpury, karmazyny i kanarki.
Skończy się pewnie na białych bezpiecznych koszulach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz