poniedziałek, 21 listopada 2011

Znowu przy garach



Poniedziałek zimny jak jasny gwint.
Nie idę na spacer.
Chrzanię dotleniane Młodszej.
Wracam do ciepłego domku, do ciepłej podłogi, do ciepłej herbaty i ciepłych grubych skarpetek. Na balkonie cała siata boćwiny i cykorii.
Zrobię tartę.
Mąż prosił o cykorię, to ją będzie miał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz