wtorek, 22 listopada 2011

Sukienka za 30.000 pln

Sklep był pełen pięknych egzemplarzy.
Szukałam z wtedy jeszcze nie-mężem jakiejś ładnej sukienki na nadchodzący bal.
To były te czasy, kiedy talię miałam jak osa.
Za sukienkę oczywiście zapłacić mieli rodzice.
Wszystko ładne i zgrabne, ale zawsze coś nie tak, nie ten kolor, albo nie ten fason, albo za krótka.
I nagle wpadam na czarną, długą, prawie prześwitującą...
Zakładam i ... to jest to. Jestem jak nimfa.
Wszyscy biorą głęboki oddech.
Patrzę na cenę, a tam 30.000 pln.
Mama zawsze uważała, że za jakość trzeba zapłacić.
Pomimo moich protestów - bierzemy.
Tata wyciąga kartę i płaci.
----
Balu się już nie doczekałam, bo o 6.45 zadzwonił budzik męża...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz