środa, 2 listopada 2011

Strach przed nadaniem imienia

Obawiam się, że mimo pięknego krajobrazu i otoczenia zaczynam powolić cierpieć na dość typową polską przypadłość - jesienną depresję.
Odpycham ją rękami i nogami.
Łapię się jak tonący każdej oznaki entyzjazmu, ale nie ma co się oszukiwać.
Wkroczyłam w ten etap mojego życia, mojego macierzyństwa, mojego małżeństwa, który przypomina trochę jedzenie codziennie kanapki z żółtym serem na śniadanie, ubieranie się codzienne w tę samą bluzkę, oglądanie codziennie tego samego serialu o tej samej porze, itd itd.
I trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś bywało kolorowo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz