poniedziałek, 14 listopada 2011

Wyjątkowy esemesse

Niedzielna siesta. Usypiam Młodszą.
Nagle sygnał otrzymanego smsa.
Dziwne.
Przecież od trzech miesięcy jedynym smsem, który do mnie przychodzi na mój włoski numer to sms mojego operatora, zawsze w piątki, gdy odlicza mi kolejne euro.
Serce zaczęło mocniej bić.
Kto to? Co to?
W niedzielę?
Rodzice by zadzwonili, gdyby coś ważnego się wydarzyło.
Po cichu wymykam się do salonu. Na palcach.
Otwieram. I jak miło.
Belgijka pyta, czy nie spotkamy się w parku.
Jasne. Oczywiście. Moment, chwila, już lecę, tylko wytargam za fraki Starszą. Biegnę. Pogadać. O niczym.
Oczywiście!
----

Wracamy późnym wieczorem.
Po parku idziemy do Belgijki.
Na herbatę. Na własnej roboty chleb z miodem.
Na gadkę o tym i o siamtym.
Na pokazy zrobionych przez Belgijkę różności wszelakich - jest z wykształcenia kostiumologiem. Szyje. W domu istne laboratorio.
Powtórzymy! A jak!

2 komentarze:

  1. Cieszę się baaaardzo, razem z Tobą. To takie ważne i fajne - spotkać się ciekawie, być zaproszonym.Zwłaszcza, gdy żyje się w nowym miejscu.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Mama przekochanej i cudownej córki, także mieszkającej,kształcącej się, kochającej i kochanej,żyjącej trochę dalej niż by matki serce chciało. Ale nie moje uczucia tu ważne. Lecz droga wybrana przez mądre, samodzielne, odważne, mądre dziecko.
    Jeszcze raz najserdeczniej, ciepło pozdrawiam Cię, kochanie.
    Dziękuję za posty!!! Za fantastyczne zdjęcia. I za to COŚ. Gdy Cię czytam, przypominam sobie, jak byłam mamą w Twoim wieku.
    DZIĘKUJĘ.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję. Za miłe słowa. Za ciepłe słowa. Lecę usypiać dwie najważniejsze istoty w moim życiu!

    OdpowiedzUsuń