wtorek, 25 października 2011

Społeczne skrzywienie

Dziś rano. Centrum. Wypełniam jakieś druki. Podaję dane.
Pada pytanie: Czym się Pani zajmuje?
Jakże ciężko przechodzi mnie, dumnej, spełnionej do jeszcze niedawna zawodowo-rodzinne Polce przez gardło włoskie "casalinga" czyli po prostu kura domowa. Przebieram oczami, szybki rachunek sumienia, myślę "przecież mam jeszcze jakieś namiastki tłumaczeń między zmianą pampersa, myciem podłogi, cedzeniem makaronu i zabijaniem karaluchów".
Odpowiadam "libera professionista".
Tak, tak lepiej, wolny zawód. A jaki, to już moja babska sprawa...

1 komentarz:

  1. Casalinga to trudne słowo. Prawie jak "jestem alkoholikiem". Też miałam z nim problem:)

    OdpowiedzUsuń